Kino „Kometa” na Chłodnej - najbardziej znane i uczęszczane, zapewne dlatego że największe i najelegantsze, było jednym z pięciu kin przy tej ulicy. Popularnością cieszyło się również "Czary". Widownia "Komety" liczyła wówczas 1500 miejsc.
Kino powstało na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku, a po przebudowie kilka lat później do sali kinowej dołączyła teatralna, z której korzystały kabarety i teatrzyki. Zarządzali obiektem Jan Giziński i Witold Kwiatkowski. „Kometa” była tzw. kinem zeroekranowym, co oznaczało, że były tam premiery filmów wchodzących na ekrany. Stała się przez to nie lada konkurencją dla Stefana Wiecheckiego (Wiecha) który to prowadził nieopodal, w niestniejacej dziś kamienicy przy Wolskiej 32 - Teatr Popularny, grywający – zgodnie z lokalnym zapotrzebowaniem – bulwarowe farsy i sensacyjne melodramaty.
Kino powstało na terenie dawnej fabryki należącej do Karola Machlejda i prawdopodobnie wykorzystano nawet jeden z budynków. Architektura dwupiętrowego gmachu, zwłaszcza oficyny z neogotyckimi ozdobnikami, wyróżniała się na tle niskiej przeważnie na tym odcinku zabudowy ulicy. Fronton zdobił pokaźnych rozmiarów neon, z daleka wskazujący drogę do kina w mrokach wieczoru. 8. września 1931 r. ruszył teatr dramatyczny prowadzony przez Zrzeszenie Artystów Teatru Polskiego pod kierownictwem Arnolda Szyfmana. Nieszczęśliwie zaledwie rok później doszło w teatrze do pożaru. W gaszeniu ognia wykazalu się wówczas strażacy historycznej jednostki Nr 1 Straży Pożarnej, z ulicy Chłodnej, zwłaszcza, że nie mieli daleko.
Niestety kino nie przetrwało wojny. Część gmachu legła w gruzach w czasie bombardowania już w pierwszych dniach wojny. W zachowanej oficynie zainstalował się w latach wojennych teatrzyk rewiowy. Po wojnie pozostał pusty plac po rozebranych ruinach.
Najwięcej chodziły Pod Kometę na Chłodną. Kino i rewia. Kiedyś wzięły mnie ze sobą. Byłem ciekaw tej rewii, ale pamiętam tylko, jak ktoś siedział z zawiązanymi oczami na krześle pośrodku pustej estrady i odgadywał, kto ma jakie palto i jakie guziki. To spod Komety matka i ciotka przyniosły numer:
– „Tu mi wyrośnie pelargonia” – i dziobały się palcem w środek dłoni, naśladując artystkę, która to śpiewała.
Bywało, że wybierały się wszystkie trzy do kina.
(Nanka z tomu Rozkurz)
http://topo-grafie.uw.edu.pl/miron/na-chlodnej/chlodna/kino-kometa-chlodna-49/