do bonczek_hydroforgroup: Lata osiemdziesiate to "Kordiały "królowały.Rok 1979 kolega w wiejskim sklepie w Miedzyrzeczu skrzynki przestawiał w poszukiwaniu ananasowych.
‘’Wykopaliska’’ w rejonie Na Niskich, Żabia, Międzyrzecka, Krzywa Grobla, Plaża, Lasek. Jak się okazuje to częściej występujące zjawisko. Z tego, co wiem, na tych terenach, dawniej, było ‘’bagniście’’. Pierwotnie na części terenu pomiędzy Żabią i Na Niskich urządzono wysypisko śmieci komunalnych. Po pewnym czasie przykryto torfem, żwirem i odpadami poelektrownianymi. Podobno w latach około I Światowej zwożono całe składy wagonów ziemi z Ukrainy. Przykryto nią część terenu i urządzono dwa ogrody działkowe i Stadion. Moi Rodzice i Znajomi mieli takie ogródki po wojnie. Tuż przy alei wysadzanej morwami. Niemal naprzeciw bramy i kasy Stadionu nieopodal budynków stadionowych. W latach 50, kopiąc jesieniami ‘’wydobywaliśmy’’ fragmenty zużytego koksu, rozbitej lub uszkodzonej zastawy stołowej, butelek i buteleczek, części kafli, kubeczków, fiolek, kałamarzy, itp. itd. Tak, że owe ‘’znaleziska’’ mogą także pochodzić z z ‘’planowego’’, wcześniejszego działania ówczesnych władz. My z Ojcem, także wykopaliśmy ‘’prezenty’’ wojen. Pocisk artyleryjski na naszej działce. Tato zakopał go przy zewnętrznej ścieżce (Za 3m siatką i rzędem morw) na głębokości ok. metra. Wtedy - lata 50, takie ‘’znalezisko’’ to podejrzenie o szpiona. Na innym portalu informowałem o tym fakcie. Nikt nie zareagował. Drugi granat, moździerzowy, natrafiliśmy przy Żabiej (obok działek II) w latach 60 z Kolegami. Zgłosiliśmy na MO Rakowiec i saperzy zabrali. Powiadomiony Tato, z nami, pilnował do czasu przyjazdu saperów.
do Anneob: W 1960 roku, jako siedmiolatek, znalazłem w Lesie Rakowieckim hakenkrojca na szpilce.
Prawdopodobne są to przedmioty przywiezione tu z okolicznych ulic tuż po II wojnie światowej. Pamiętam, że lasek dawniej był nazywany ,,śmietniskiem”.
Cytuję za księdzem Peikertem, relacja z 17 marca 1945 r.:
,,W ciągu całego dnia otrzymuję raz po raz wieści o furii niszczenia, która ogarnęła nasze dowództwo we Wrocławiu i w ogóle w całej Rzeszy. Tak tędy Webskystrasse (Zgodna), Brockauerstrasse (Świstackiego) i wewnętrzną stronę Tauentzienstrasse (Kościuszki) opróżnia się z mebli i wszelkich sprzętów domowych. Przed oczami mieszkańców trwa popis obłędu niszczenia, który trudno opisać. Bez powiadomienia przymusowo ewakuowanych, znajdujących się jeszcze we Wrocławiu, wpada się do domów, wyrzuca na ulicę wszystkie stojące jeszcze meble, naczynia, obrazy i inne sprzęty domowe. Także przedmioty kultu religijnego, pamiątki rodzinne, tak drogie każdemu, wszystko leci na ulicę (…)”. ,,Kronika dni oblężenia”, s. 171, Ossolineum 2009.
Być może kilkudziesięcioletnie rozgrzebywanie tego lasku ma swoje uzasadnienie w tym, że podobno znaleziono tu złoto. Ludzie w czasie wojny ukrywali pieniądze i złoto w meblach i w innych mniej trwałych przedmiotach i bibelotach.
do Wacław Grabkowski: Ksiądz Peikert miał świętą rację. Widział i doświadczał. Wystarczy porównać jak wyglądał szeroko pojęty (obecny), plac Społeczny przed wojną, w 44-45 i współcześnie. Pustynia w miejscu pięknej, zadbanej dzielnicy. Istnieją inne, przerażające relacje z tego co działo się w rejonie Hauke, pl. Wróblewskiego, Mazowieckiej, Kujawskiej. Przykładem takich relacji może być fragment listu Matki i Siostry pewnego młodego Chłopca. Tekst ten, jest częścią materiału przygotowanego przez Panią Agnieszkę Dubaniowską (na podstawie pracy zbiorowej).
…’’Tego dnia przed południem rozpoczęły się ciężkie bombardowania, które z
krótkimi przerwami trwały przez cały dzień. Po służbie, którą pełniłam w kuchni
u Bonifratrów, miałam rowerem wracać do domu, co mi odradzano. Mimo to czułam, że muszę koniecznie zjawić się w domu, nie zważając na wielkie niebezpieczeństwo. W domu ojciec przyjął mnie słowami: „Musisz natychmiast
jechać do Terenowej Grupy Partyjnej i zgłosić pożar restauracji Haasego,
wywołany bombami!”. Kiedy zajechałam na miejsce, zobaczyłam, że wszyscy
łącznicy zgromadzeni są na podwórzu. Ebi ruszył w moim kierunku z radością
na twarzy: „Siostrzyczko, ale się cieszę, że przyjechałaś mnie odwiedzić!” „Ale
dlaczego wy, chłopcy, palicie wszyscy papierosy?” „Rozdaje je nam
przewodniczący TGP i każe palić, żeby nam nerwy nie puściły, tak mówi”. „A
dlaczego jeszcze nie śpicie?” „Zarządzono dla nas wyższą gotowość alarmową.
Na pewno tej nocy nie zmrużymy oka, bo w mieście pali się wszędzie. A szefowie
siedzą tymczasem przy winie w bunkrze”. A potem Ebi powiedział coś, czego
nigdy dotąd nie mówił, nawet gdy był bardzo zmęczony: „Gabi, jestem dzisiaj
kompletnie rozbity, nie mogę się pozbierać , cieleśnie i duchowo. Po pierwszym
bombardowaniu przed południu musiałem odkopywać żołnierzy spod gruzów.
Znaliśmy ich tu już od wielu dni, rozmawialiśmy z nimi i zdążyliśmy się z nimi
zaprzyjaźnić. Jednemu oderwało głowę, wyciągnąłem ją za włosy, wygrzebałem
po kawałku i złożyłem w całość. Krew ciekła z niego po bruku. Inny zmarł mi
pod rękoma. A jeszcze dwie godziny wcześniej rozmawialiśmy z nieszczęśnikami.
Ciężko nam ta akcja szła, bo gruzy osuwały się cały czas, tak że nam samym
groziło zasypanie”. Po chwili opowiadał dalej: „Przy kościele św. Maurycego
wybuch bomby rozrył groby. Musiałem zbierać i kompletować szczątki, składać
je do trumien i pomóc je z powrotem pogrzebać. Potem dostaliśmy pistolety i
kazano nam dobić ranne konie, które na ulicy nurzały się we własnej krwi. W
kinie „Kristallpalast” przy Mauritiusplatz [obecnie Pl. Wróblewskiego] paliły
się wskutek zwarcia wszystkie światła. Ponieważ nie można było ich wyłączyć w
ogarniętym pożarze budynku, musieliśmy ze względu na samoloty strzałami z
pistoletów roztrzaskać lampy”. Musiałam już wracać do domu. „Ach,
siostrzyczko, zostań jeszcze chwilę! Muszę ci jeszcze pokazać, gdzie uwolniłem
dzisiaj spod gruzów konika!” Zaprowadził mnie po tych słowach do stajni.
Kiedy musiałam już rzeczywiście iść, odprowadził mnie jeszcze na ulicę.
Pożegnał się ze mną serdecznie, a ja nie zapomnę nigdy jego ostatnich słów:
„Wracaj cała i zdrowa do domu, siostrzyczko! I pozdrów ode mnie tatę i
mamę!” Odwróciłam się raz jeszcze. Stał ciągle na ulicy i patrzył za mną smutno. W rozedrganym blasku płonących domów widziałam tej ponurej nocy
jego twarz, poważną i wzruszoną zarazem. To już nie chłopczyk, nie dziecko,
pomyślałam sobie, to już mały mężczyzna. Gdybym tak mogła zabrać go ze sobą
do domu, tak przecież tęskni, choć nie przyznaje się do tego!’’…
do Wacław Grabkowski: W latach 60-tych był telefon"Zgłaszanie niewypałów"Saperzy po telefonie przyjeżdżali i bez zbędnych pytań zabierali.Na usunęcie znaleziska czekało się ok. tygodnia.Bywało ze z lekcji w szkole wyciagali chłopaka aby pokazał gdzie leży znalezisko.
do Columba livia: Dziękuję:) Kilkanaście drobnych i większych przedmiotów zachowało się w mieszkaniach kamienicy. Było kilka przyczyn ich ‘’uratowania’’. Szczególnie tych bardziej przydatnych w życiu codziennym, oraz tych piękniejszych- drobnych np. bibeloty, obrazy, meble, itp. Innym powodem był fakt, że po części w kamienicach mieszkali ludzie mało zamożni i doceniali (mimo wszystko) użyteczność i piękno pewnych sprzętów i drobiazgów. Prawdziwym powodem ‘’zagłady’’ pozostawionych przedmiotów była ogromna po wojnie chęć pozbycia się z domów wszystkiego, co pozostawili okupanci. Za wszelką cenę. Pamiętam jak sąsiedzi z kamienic wyrzucali dobre wciąż meble (teraz antyki). Starsi po wojnie wyrzucali zawartość słoików wecka. Nam dzieciom nauczyciele organizowali ‘’akcje zbiórki makulatury’’. W ten sposób odeszły w niepamięć cenne woluminy o złoconych brzegach i pachnące lawendą. W jednym z mieszkań zachowały się jednak sprzęty bardziej praktyczne z byłego schronu. Szafka apteczna i blaszany pojemnik na bandaże.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: literówka
do Woj11: Wewnątrz czarki popielniczki (zdjęcie obok), wlutowane jest coś zbliżonego nieco do herbu Słowacji z koroną. Nie potrafię ocenić. Może ktoś rozpozna.
do Anneob: Krzyż lotaryński. Może być też z Węgrami związany. Korona z pięcioma guzami i krzyż były też pierwotnych herbem Jagiellonów (ale tu raczej nie wchodzi w rachubę)
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: korekta
Jak już wspomniano znormalizowany, kołowy gwint Edisona (o różnych średnicach) stosowany jest od dawna. W tym przypadku (dolna oprawka) musiała być usprawniona. Ebonitowa wkładka została uszkodzona (przegrzana - nadpalona). Prawdopodobnie na skutek iskrzenia pomiędzy stopką-oprawką żarówki a mosiężnymi stykami ze sprężynkami dociskającymi. To bardzo częste zjawisko.
Ul. Traugutta 106. Dębowe ''cegły''- kostki w posadce bramy. Podczas Powodzi w 1997r. ''wypłynęły''. Mieszkańcy wyławiali, do suszenia.
Porcelanka znaleziona na budowie Alei Wielkiej Wyspy przy Kładce Siedleckiej.
"Julius Bautz
Breslau 2 Fränkelplatz".
Prawdopodobnie Zakład zdobienia porce...