Die Bürgerschützen-Kompanie
Tak nazywało się i pisało się stowarzyszenie, które zostało założone 9 lipca 1879 roku.
W 1880 roku stowarzyszenie to nabyło na własność działkę nad Małą Krampielą (Kleiner Krampehl) w obrębie miasta Stargard i wybudowało tam własnym staraniem strzelnicę.
Do tej działki przy Krampehl-Gasse nr 8 można było dotrzeć, przechodząc przez park strzelecki „Privilegierte Stargarder Schützen-Gilde von 1536”, który został udostępniony publicznie dla wszystkich, w kierunku północno-wschodnim, lub idąc przez Luisenstraße do Małego Młyna (Kleine Mühle) i dalej do działki nr 8.
Idea strzelców-obywateli (Bürgerschützen), jak stargardzianie nazywali ten związek lub to stowarzyszenie, zrodziła się z pewnością z myśli patriotycznej, która szczególnie mocno uwidoczniła się także w naszym mieście Stargardzie po powstaniu Cesarstwa Niemieckiego (Deutsches Kaiserreich) w 1871 roku.
Swój park strzelecki uwieńczyli oni stojącym na wysokim granitowym cokole pomnikiem cesarza Wilhelma (Kaiser-Wilhelm), w naturalnej wielkości. Pomniki tego cesarza Niemiec nie były zbyt liczne na Pomorzu, dlatego też były one często odwiedzane i czczone, a zdjęcie tego pomnika jest do dziś poszukiwane przez kolekcjonerów.
Znacznie bardziej znane w mieście i wśród prominentnych mieszkańców Stargardu oraz biznesmenów było członkostwo w „Privilegierten-Schützen-Gilde von 1536” (Przywilejowanym Bractwie Strzeleckim z 1536 r.) z jego wielowiekową i słynną tradycją, które miało znacznie większy urok niż park strzelecki przy Kleinen Krampehl z kasynem i strzelnicami. Coroczne tradycyjne święto strzeleckie w Zielone Świątki, trwające cały tydzień, było rozrywką dla młodych i starszych, obejmującą wiele imprez, od uroczystych spotkań wysokich rangą polityków miejskich i oficerów garnizonu po popularny lunapark z budkami pokazowymi dla wszystkich mieszkańców Stargardu.
Pod koniec XIX wieku liczba mieszkańców naszego miasta wzrosła dzięki pojawieniu się nowych zawodów i napływowi nowych mieszkańców. W tym czasie urzędnicy, kupcy i rzemieślnicy prowadzący własne firmy wraz z rodzinami nie tylko spotykali się na strzelnicy miejskiej, ale także organizowali na tym nowym terenie liczne uroczystości rodzinne, imprezy taneczne i bale strzeleckie. Z punktu widzenia członków i operatorów panowała tu po prostu bardzo rodzinna atmosfera.
W 1937 roku dzierżawcą tego obiektu strzeleckiego wraz z lokalami był Karl Raasch wraz z rodziną. Jego córka Brigitte Piek w swoich zapisanych wspomnieniach bardzo zaangażowanie i szczegółowo opowiada o swoich doświadczeniach z dzieciństwa na rozległym terenie parku strzeleckiego. Dla niej doświadczenia w tym naturalnym otoczeniu były jak w małym raju. Opowiada:
"„Przez most prowadzący nad rzeką Krąpiel o bardzo czystej wodzie nasi goście docierali do dużego kompleksu. Tradycyjny festyn strzelecki odbywał się co roku na początku lipca we wszystkich pomieszczeniach, strzelnicach i parku z romantycznymi altankami z bzu dla młodych zakochanych. W latach trzydziestych, pod nadzorem grupy więźniów z więzienia sądowego, wycięto duże stare kasztanowce, które chroniły plac niczym baldachim, ale nie przepuszczały słońca, i posadzono w ich miejsce młode lipy. Duży żywopłot bzu po zachodniej stronie miasta pozostał, a zapach kwiatów w maju oczarowywał nie tylko zakochane pary w niszach. Dom strzelecki z częścią mieszkalną dla rodziny dzierżawców i dużymi pomieszczeniami stał w tle, zadbany i zachęcający. Miał „skośny dach” z elementami klasycyzmu. Starożytny różowy kolor elewacji oraz bujne skrzynki z petuniami w kolorze czerwonym/różowym, co roku na nowo obsadzane, zdobiły dom od wiosny do jesieni."
Na lewo od strzelnicy stał wspomniany powyżej pomnik cesarza Wilhelma, prawdopodobnie jeszcze jeden patriotyczny atrybut minionej epoki, również obsadzony białymi i różowo-czerwonymi kosmosami. Za budynkiem znajdowały się strzelnice dla strzelców miejskich, a obok nich mała strzelnica dla karabinów śrutowych, zapewniająca rozrywkę dla kobiet i żon strzelców miejskich. Całość otaczało duże boisko z placem zabaw dla dzieci, a pośrodku stała stara, duża wiśnia, która co roku rodziła soczyste owoce. Jest ona świadkiem radosnych, beztroskich niedziel i świąt gości, a kiedy strzelby strzelały, dodawała do tego swoje szmery, napisała córka Brigitte Pink. Oprócz atrakcji dla dzieci, takich jak żywiołowy terier, koty, kury, króliki, owce, gołębie, złote bażanty, a czasem nawet kucyk, należał do niego ogród warzywny i ziołowy, duża sala taneczna i pawilon (zimą przechowywano tu meble ogrodowe). Przed wielkimi uroczystościami my, dzieci, chętnie przewoziliśmy piękne blachy z ciastami na wózku na drabinkę od najbliższej piekarni, aby później móc poczęstować nimi naszych gości. Na największe święto – strzelanie królewskie (Königsschießen) w lipcu – potrzebne były duże przygotowania. Nic nie mogło się teraz nie udać: kelnerzy, pomoc przy nalewaniu trunków, szatniarka, barmanka, kucharka i inni – każdy dawał z siebie wszystko. Święto trwało od piątkowego wieczoru do wtorku (Königin-Kaffee der Schützen-Damen). Muzyka i taniec trwały do letniego poranka, nie doszło do żadnych zakłóceń porządku publicznego.
W niedzielę o godz. 18.00 odbyła się uroczysta proklamacja króla wraz z wręczeniem ciężkiego, bogato zdobionego łańcucha strzeleckiego na okres jednego roku. Przy akompaniamencie muzyki i wielu flagach król strzelców został odprowadzony przez miasto aż do drzwi swojego domu. Ostatnim królem strzelców w 1938 roku był Ernst Splinter. Kolejną atrakcją było strzelanie do gęsi w Boże Narodzenie, które było strzelaniem z karabinu z wyjątkową ambicją. Który strzelec nie promieniał radością, gdy mógł podarować swojej żonie upolowaną świąteczną pieczeń? Były to bowiem wyselekcjonowane, ciężkie, starannie oskubane pomorskie gęsi bożonarodzeniowe.
W roku po królu Erneście Splinterze wybuchła II wojna światowa (Zweiter Weltkrieg), która dramatycznie przerwała także rodzinne życie strzeleckie.
Skończyło się wspaniałe zrzucanie gołębi, dziecięce wyścigi w workach, biegi z jajkiem, uderzanie w garnki i popularny słup wspinaczkowy. Nastały zakwaterowania wojska, a później nawet lazaret.
Pierwsze wiadomości o poległych w gazetach stargardzkich dotyczyły także braci strzeleckich (Schützenbrüder), jak również niektórych kupców i znanych dostawców z naszego stowarzyszenia i z terenu festynu. Wojsko zajęło teraz cały Schützenpark.
Część prywatna rodziny dzierżawców pozostała jednak nienaruszona – aż do 12 lutego, kiedy i tu wybiła godzina ucieczki. Ostatnie przejście do naszych dwunożnych i czworonożnych w stajni – wszystkie drzwi i klatki zostały otwarte.
Tak samo jak wszystkim rodzinom stargardzkim, także i rodzinie Bürgerschützen przyszło się to przydarzyć. Park radości, towarzyskości i tradycji – już go nie ma.
Po wojnie znów przybyli tu Niemcy – ale jako ranni więźniowie obozu jenieckiego (Kriegsgefangenenlager). Cokół pomnika podobno jeszcze stoi.
Dziś teren nosi znamiona upadku, a próba utworzenia tu – także przy wsparciu Heimatkreis Stargard – miejsca spotkań prawdopodobnie nie powiodła się z powodu kosztów.
Aus Heinz-Jürgen Torff - 2009 "Erinnerungen an Stargard in Pommern"
(W.S)