starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 22 głosy | średnia głosów: 6

Polska woj. mazowieckie Warszawa Śródm. Południowe ul. Koszykowa Hala Koszyki

Lata 1978-1982 , Hala na Koszykach, zapewne koniec lat 70 lub początek 80

Skomentuj zdjęcie
Balbina
+1 głosów:1
Bardzo cenne zdjęcie, bo takiej hali już nie ma.
2015-03-14 19:34:18 (11 lat temu)
Wacław Grabkowski
+1 głosów:1
do Balbina: A ja już nie mam samochodu marki Fiat 126p :) Maluch, zestaw dla majsterkowicza. Ile ja się namęczyłem przy tym samochodzie. Przede wszystkim co miesiąc trzeba smarować zwrotnice, a do tego potrzeba specjalnej smarownicy. Następnie należy odnaleźć kalamitkę pod podwoziem i tłoczyć leniwy smar, leżąc na plecach. Jak wysiądą cylinderki hamulcowe to należy je wymienić na nowe, starych nie zreperujesz. Jak ci resor siądzie, to musisz mieć szczęście do kowala, bo jak wyklepie źle to szosa będzie darła opony po krawędziach. Musisz wozić ze sobą kij od szczotki, gdyż jak ci się urwie linka startera można odpalić fiacika od tyłu. Aby ci nie gniły progi z ruskiej blachy dobrze byłoby wykuć majzlem dziurę i nalać tam przepracowanego oleju. Na samym początku musisz kupić sobie włoski łańcuszek rozrządu, bo inny bardzo rzęzi. Hałas od silnika powinno się wytłumić grubą warstwą waty szklanej przytwierdzając ją za tylnym siedzeniem. I tak po trzystu kilometrach jesteś wykończony hałasem. Nigdy nie wkładaj metalowej linki holowniczej do bagażnika (który jest z przodu), bo może dojść w czasie jazdy do przemieszczenia się owej linki na akumulator. Miałem taki przypadek na rondzie przy Powstańców Śląskich. Linka została przepalona, a dym szedł spod maski tak wielki, że każdy by zbaraniał. Dwa razy okrążyłem rondo zanim się połapałem, o co chodzi z tym dymem spod maski. Uff, dobrze, iż mam to już za sobą :)
2015-03-14 20:25:38 (11 lat temu)
do Wacław Grabkowski: Ja też się cieszę, że już minął mój czas jeżdżenia tym autem :) W moim modelu hamulce tak piszczały, że jak hamowałem w korku za placem Legionów to prawie każdy w promieniu 50m patrzył co się dzieje.

Miałem zabawną sytuację kiedy jechałem w ulewnym deszczu przez plac Społeczny i nagle sruu! wyleciała wycieraczka - jak na złość ta od strony kierowcy. Doczłapałem się autem do chodnika, wyciągnąłem prawą wycieraczkę i wsadziłem w miejsce lewej, której nawet nie próbowałem odnaleźć bo ruch na tym placu jest ogromny a nocą i tak bym nie znalazł.

Dodatkowo miałem problem z rozrusznikiem. Jak auto było rozgrzane to nijak nie chciał odpalić ale często samemu udawało mi się go popchnąć, w biegu wskoczyć, wrzucić bieg i odpalić silnik. Jak mi wysiadł w Obornikach Śląskich to wtoczyłem go na górę i elegancko odpalił zjeżdżając w dół.

Raz mi psikusa zrobił wskaźnik poziomu paliwa - pokazywał, że mam pusto w baku - leję 10 litrów a tu mi pistolet od dystrybutora odbija - nie wiedziałem, że to zabezpieczenie - lekko go naciskałem i paliwo wolno leciało ale leciało aż nagle zaczęło mi się lać po spodniach :) Innym razem wskaźnik pokazywał, że mam prawie pół baku paliwa - jadę jadę a tu nagle silnik staje - przyjeżdżam na drugi dzień z mechanikiem a on mówi - "panie, paliwa pan nie masz".

Auto bardzo zabawne ale trzeba mieć zdrowie psychiczne do niego ;)
2015-03-14 20:53:48 (11 lat temu)
† ML
+3 głosów:3
do Wacław Grabkowski: Z tym comiesięcznym smarowaniem zwrotnic to lekka przesada. Ja fiaciny nie wspominam negatywnie. To tak, jak z komputerem opartym na procesorze Z80 lub Intel 8086. Człowiek wiedział jak TOTO działa i co zrobić, gdy się coś p...przy. A teraz co? Z byle czym trzeba jechać do ASO, bo jak nie podłączysz do komputera, to nic nie wiesz. A w fiacinie wymieniłem simering na wale głównym na podwórku, w grudniu przy -17C i tylko zostawiłem szmatkę w misce olejowej, bo myślałem, że ją wiatr gdzieś przewiał. :-) Oczywiście na korozję żadne bitexy nie pomagały. Fiacina mojej małżonki jeździł bez wysiłku 110 i z takim silnikiem poszedł na złom z racji dziur w karoserii. Minimalna znajomość rzeczy i trochę zdolności manualnych pozwalał na utrzymanie tego samochodzika w niezłej kondycji, nawet w warunkach bloku na osiedlu. Ale tak w ogóle to dobrze. że era tych pojazdów należ do przeszłości. :-)
2015-03-14 23:54:03 (11 lat temu)
do † ML: Zgadzam się z ML, też ćwiczyłem kilka modeli Malacza, ale specjalnych trudności nie miałem. Jasne, trzeba było pilnować wmiany łańcuszka rozrządu, dbać o podwozie - swego czasu była taka metoda antykorozyjna, pryskało się całe podwozie takim preparatem (wyglądał jak woda) i na rok starczało, jakiś to był amerykański wynalazek
Sam wyjmowałem ze 3 razy silnik, wymieniałem grzechotki - zabieraki kół tylnych, poprawiałem gumową uszczelkę przegubu, no dało się dużo przy tym aucie zrobić po swojemu
2015-03-15 01:30:34 (11 lat temu)
Dariusz Milka
+1 głosów:1
do † ML: Ja tam nawet n parkingu przed blokiem uszczelkę pod głowicą wymieniałem.
2015-03-15 09:38:42 (11 lat temu)
Jak nie posmarujesz zwrotnic, to kierownicą nie ruszysz. Miałem taki przypadek, zapiekła się i już. Na siłę nie przekręcisz. Ale najgorsze spotkało mnie na trasie do Legnicy. Na tych niemieckich płytach, w których były szczeliny, samochód prawie mi się sam rozkręcił. Telepawka niesamowita. Wyskoczyła z silnika jakaś zaślepka i olejem zaczął rzygać :)
Miło było poczytać o waszych przypadkach. Ja się męczyłem w tym samochodzie, który był niebezpieczny, bo z przodu miał bagażnik, nie chroniący przecież człowieka przed zderzeniem, a silnik z tyłu, i właśnie z tego powodu niektórzy nazywali go taczką.
2015-03-15 19:05:31 (11 lat temu)
do Wacław Grabkowski: Ja nie wiedziałem o tych zwrotnicach i po pewnym czasie kręcenie kierownicą było bardzo toporne. Wujek powiedział, że zwrotnice zapieczone i nie opłaca się tego naprawiać. Wystawiłem auto na giełdzie - kupiec znalazł się po paru godzinach czekania. Wsiadł do auta, przejechał się, postękał, że ciężko się coś kierownicą kręci - ojciec odpowiedział mu, że taki chłop a kierownicą malucha nie potrafi zakręcić - no i gość auto kupił.
2015-03-15 19:30:40 (11 lat temu)
Wacław Grabkowski
+1 głosów:1
do Neo[EZN]: :)))) Ja kupiłem czteroletniego i na początku była wielka frajda, ale później... Często smarowałem zwrotnice przed ogródkiem, tam była wysoka trawa i autko nieco siadało. Wciskałem się pod wóz i szukałem kalamitki (coś na kształt kobiecego sutka). Przeważnie była tak zachlapana błotem, że trudno było znaleźć. I teraz, leżąc na plecach wciskaj smar taką smarownicą długości pół metra. Nie ma się o co zaprzeć.
Dodam jedno wspomnionko z tamtego okresu (lata 80.). Zapisalem się na opony w pewnym sklepie. Otrzymałem numer 12026 i zostałem zapisany jeszcze w zeszycie kolejkowym przez pana aktywnego społecznie, który, notabene, też był zap[isany na opony. Byłem tam kilka razy, ale opony nie przychodziły. Pewnego dnia przyszły dętki, więc je kupiłem i dałem sobie spokój z takim interesem :)
2015-03-15 20:12:53 (11 lat temu)
do Wacław Grabkowski: Nasz kupiony w 1990 mieliśmy od nowości i właściwie gdyby nie wyciekający stale olej, z którym nawet serwis sobie nie poradził to nie było problemów. Zwiedziliśmy nim kawał Polski. Była to też najlepsza bagażówka jaka nam się trafiła. Niestety 100/ h nie udało się nigdy osiągnąć. Po 6 latach bardzo mocnej eksploatacji kupiła go straż miejska.
2015-03-15 21:06:53 (11 lat temu)
do ZPKSoft: Wiesz, na początku go nawet lubiłem. Pierwszy samochód..., jak się jechało miało się wiatr we włosach, ale później już tylko utrapienie.... z tym hałaśliwym maleństwem :)
2015-03-15 21:39:37 (11 lat temu)
ZPKSoft
+1 głosów:1
do Wacław Grabkowski: My pierwszego mieliśmy "pełnoletniego" garbusa w 1987 r. To był szyk, wygoda i ten dźwięk silnika, którego nigdy nie zapomnę.... Super, tyle, że z racji zużycia ciężko nim było jeździć :)
2015-03-15 21:46:40 (11 lat temu)
Kupiłem nowego malucha, już FaceLifting (a jakże!), miał parę usterek, więc to wszystko na gwarancji w ASO mi wymienili, a trochę tego było. Wtedy można było wejść na zakład i stać obok auta i patrzeć mechanikom na ręce, tak było. TO się wtedy dowiedziałem, jak szybko nagrzać silnik? Otóż włączało się silnik, brało dwie kartki papieru i ......................... ktoś dokończy? Nagrzanie było konieczne do badania pewnych parametrów auta.
Nie przypuszczałem nawet, że będzie mi dane jeszcze uszczknąć trochę kaski z tego autka. Z pomocą przyszedł mi ........... wąż od paliwa na stacji paliw.
Musiałem swego czasu przeciągnąć wąż ponad autem do korka i obsunął mi się po tylnej masce od silnika. Patrzę, a tu jakieś rysy na lakierze. No to szmatka i szuru buru. Ale rysa nic, dalej trwa. Okazało się, że miałem tak słabo utwardzony lakier (czwerwony - corsa), że nawet jak się przejechało po lakierze odwróconą stroną paznokcia (tak niby łagodnie), a już to wystarczało do powstania rys nie do usunięcia. Więc reklamacja w ASO i zaproponowali mi jakiś "udział własny" w malowaniu auta, i wypłacili niezłą kasę. Auta oczywiście nie pomalowałem, ale nikt nawett tego nie chciał sprawdzać.
W sumie bardzo lubiłem to autko, byłem całą rodziną nad morzem, przejechałem całą Polskę i na miejscu jeszcze mi się chciało dalej jechać.
2015-03-15 21:52:29 (11 lat temu)
do Dariusz Milka: Uszczelka pod głowicą to pryszcz. Trzeba było tylko umieć wyregulować luzy na popychaczach. Simering - to było wyzwanie! Normalnie robiło się w warsztacie się przy wyjętym silniku. Pod blokiem po każdej operacji musiałem założyć półkę, zdjąć silnik z wieszaka, założyć pokrywę silnika i pójść do domy oczyścić mechanizm. potem apiat' - zdjąć pokrywę, podwiesić silnik, zdjąć półkę itd. To zamykanie było konieczne, bo zaraz by mi gwizdnęli kawałek silnika. :-) Ale jak się wszystko udało - jaka satysfakcja! A regeneracja zwrotnic! Trzeba było rozwiercić tuleje z dokładnością 50 mikronów! Bo jak nie, to zaraz robiły się luzy na kierownicy mimo smarowania. Fiaciną jeździłem parę razy do Szwecji pod koło podbiegunowe i zawsze wracałem z tarczą czyli "paroma" dolarami zarobionymi na zbieraniu jagód. Piękna wakacyjna przygoda! Dodam, że nigdy nie miałem nowego samochodu. Tak z definicji. :-)
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: uzup.
2015-03-15 23:45:09 (11 lat temu)
† ML
+1 głosów:1
do Balbina: No widzisz Balbino. Z twojej uwagi o niepowtarzalności zdjęcia zrobiła się dyskusja o wyższości fiaciny nad hondą. A wszystko przez tego fiacinę w centralnej części zdjęcia. :-)
2015-03-15 23:57:00 (11 lat temu)
do † ML: Ano zrobiła się, ale też rzecz oczywista, tak wielu z nas miało do czynienia z tym "cudem" polskiej motoryzacji ......
Pamiętam wystawę w katowickum Spodku, bodajże na rok przed uruchomieniem produkcji a może tuż po uruchomieniu.
Maluch był prezentowany w różnych pozach, z boku, z tyłu, ile się człowiek naoglądał... To była naonczas - SENSACJA !!! Wszyscy się dziwili, jak to? Chłodnicy nie ma? czuło się, że nastają wielkie dni, choć sam Maluch, mimo że miał być autem dla mas i koszstować 69 000 zł, był raczej trudno osiągalny niestety
2015-03-16 00:27:56 (11 lat temu)
do † ML: Nie taki pryszcz ja się silnika nie wyjmowało. Poza tym trzeba było dość precyzyjnie i we właściwej kolejności dokręcać kluczem dynamometrycznym śruby głowicy.
2015-03-16 09:19:39 (11 lat temu)
do Dariusz Milka: Zgoda, może nie pryszcz, bo cholernie plecy bolały przy tych wszystkich regulacjach. :)
2015-03-16 20:05:15 (11 lat temu)
do Stenek: Ja pamiętam "promocję" na rynku staromiejskim. Chodziłem wkoło i mlaskałem, ale na używanego fiacinę stać mnie było dopiero w 89.
2015-03-16 20:10:08 (11 lat temu)
do † ML: mój pierwszy 126 miał ok. 10 lat i lekko się sypał
2015-03-16 20:17:53 (11 lat temu)
do † ML: Za to zupełnie odrębnym rozdziałem - kompletnie niezrozumiałym dzisiaj - była realizacja przedpłat na PF126p i ciągłe twórcze rozwijanie reguły: co jest w cenie a za co trzeba DOPŁACIĆ.
2015-03-16 22:36:05 (11 lat temu)
Co ja miałem z tym samochodem chyba będzie, być może, spisane. Bareja uśmieje się w zaświatach. Włosi są dobrzy w mechanice, ale tu bardzo przesadzili. Miałem takie szczęście, że sam nie robiłem grubszych napraw, jednak przyglądałem się rączkom mechaników i byłem ciekaw…. Kiedyś zaprzyjaźniony mechanik pokazał mi szczęki hamulcowe i powiedział krótko – azbest. I tu prysło moje marzenie. Jako chłopiec bardzo chciałem przesiąść się na cztery kółka (na dwóch już zasuwałem po Niskich Łąkach) i marzyłem o ruszeniu w miasto na owych czterech kółkach. A największym pragnieniem było zatrzymanie się przed pasami i przepuszczenie pieszych, ale gdy usłyszałem od zaprzyjaźnionego mechanika, że azbest… Wtedy zrozumiałem, że prysło moje marznie, bo przecież jak cisnąłem uprzejmie na hamulec to słałem tym, pełnych podziwu dla mnie ludzi…, w ich płuca…. chorobę, a może i przedwczesne zejście.
2015-03-16 23:15:28 (11 lat temu)
Dolne datowanie 78 - Łada 1500S/1600S.
2023-10-27 14:19:46 (2 lata temu)
Jazzek
+1 głosów:1
do nyskadolniak: I chyba nawet dokładnie ten rok - statystycznie rzecz biorąc, tylko wtedy tyle wyróżników WAA dało się zobaczyć :)
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: meryt.
2023-10-27 17:17:07 (2 lata temu)
GZ_Zuk
Na stronie od 2013 czerwiec
12 lat 10 miesięcy 26 dni
Dodane: 13 marca 2015, godz. 22:18:09
Rozmiar: 1205px x 656px
79 pobrań
2806 odsłon
6 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia GZ_Zuk
Obiekty widoczne na zdjęciu
Hala Koszyki
więcej zdjęć (44)
Architekt: Juliusz Dzierżanowski
Biuro: Jems Architekci
Zbudowano: 1909/2015
Dawniej: Hala targowa "na Koszykach"
Zabytek: 686 z 1 lipca 1965
Hala powstała w latach 1906 - 1908. Została zaprojektowana przez architekta Janusza Dzierżanowskiego a autorem wystroju rzeźbiarskiego jest Zygmunt Otto. Dekoracje miały charakter secesyjny i wczesnomodernistyczny. W czasie powstania warszawskiego hala została spalona i w większości zniszczona. Po wojnie obiekt został przejęty przez Warszawską Spółdzielnię Spożywców „Społem”. Po 1950 hala została rozbudowana o parterowe pawilony wokół dziedzińca[11]. Powstał tam bazar, składający się z kilkudziesięciu sklepów. Od 1963 hala Koszyki działała pod nazwą Spółdzielczy Dom Handlowy „Koszyki”. W 1965 hala została wpisana do rejestru zabytków. W 2009 firma Avestus Real Estate, która kupiła halę, dokonała jej rozbiórki, zachowując jedynie dwie oficyny bramne. Pozostawiono także część ściany z głównym wejściem. Inwestor zapowiedział, że rozebrane elementy konstrukcji hali zostaną odnowione, a po renowacji powrócą do odbudowanego obiektu. Zgodnie z planem zaakceptowanym przez stołecznego konserwatora zabytków, po zbudowaniu podziemnych parkingów, miano niezwłocznie przystąpić do montażu odrestaurowanej konstrukcji. Ten plan nie został jednak zrealizowany, a budowa została zatrzymana. W 2012 roku nieruchomość nabyła spółka Griffin Group, zapowiadając rewitalizację obiektu. Odbudowana hala została otwarta w październiku 2016. Przywrócono m.in. część elementów oryginalnej stalowej konstrukcji korpusu głównego oraz odrestaurowano secesyjne elementy budynków bramnych. Odrestaurowano odkryte w nich szyldy sklepowe z pierwszego okresu działalności hali, w tym jeden pisany cyrylicą. W korytarzach wejściowych położono oryginalne płytki ceramiczne. Stalową konstrukcję hali pomalowano na jej pierwotny zielony kolor. Zgodnie z koncepcją inwestora hala ma pełnić funkcję targowo-restauracyjną. W budynku rozpoczęło działalność kilkanaście restauracji, sklepy oraz supermarket. Część powierzchni przeznaczono na ekspozycję sztuki. Na poziomie –2 powstał parking na kilkaset aut, a obok odbudowanego obiektu wzniesiono dwa sześciopiętrowe budynki biurowe. Autorem projektu rekonstrukcji hali Koszyki była warszawska pracownia JEMS Architekci. Wartość inwestycji wyniosła 115 mln zł.
ul. Koszykowa
więcej zdjęć (1033)
Koszykowa – to ulica w Śródmieściu Warszawy.
Początki ulicy Koszykowej wiążą się z powstaniem założenia urbanistycznego związanego z osią stanisławowską; polny trakt został wtedy awansowany do rangi jednej z ulic odchodzących promieniście od nowo powstałego placu Na Rozdrożu, a następnie kontynuującej swój bieg równolegle do głównego elementu osi, ulicy Nowowiejskiej. Ulica biegła przez tereny Folwarku Koszyki, od którego pochodzi nazwa zarówno ulicy, jak i osiedla wyrosłego wokół środkowego biegu ulicy.

Po II wojnie światowej, wraz z wytyczaniem placu Konstytucji ulica Koszykowa została załamana dla dopasowania do układu urbanistycznego placu. Ulicę Koszykową w jej części na zachód od placu włączono w ciąg ulicy Pięknej, natomiast fragment wschodni łączy się z placem poprzez arkadową bramę w zabudowaniach, analogiczną do bramy ulicy Śniadeckich.
Źródło: