starsze
nowsze
1
1+
2-
2
2+
3-
3
3+
4-
4
4+
5-
5
5+
6-
6
oceń zdjęcie | skomentuj ocenę | 31 głos | średnia głosów: 6

Polska Fotopolska Fotopolanie w akcji

1972 , Politechnika Wrocławska. Ciemnia fotograficzna w pomieszczeniu wypożyczania sprzętu. Wypasiony powiększalnik, kuwety, maskownica. (Uwaga - mężczyzna pije oranżadę). Zdjęcie wykonał pasjonat fotografowania Zdzisław Stebnicki.

Skomentuj zdjęcie
Czyli Fotopolanin w akcji ;-)
2015-04-27 23:16:25 (11 lat temu)
Stenek
+1 głosów:1
Co ja się w takiej domowej ciemni nasiedziałem!
Dniamy i nocamy ;))
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: corr
2015-04-27 23:18:04 (11 lat temu)
Wacław Grabkowski
+6 głosów:6
do Stenek: W domu miałem słabszy sprzęt. Rzutnik ,,beta”, maleństwo, ale dawało radę. Pamiętam suszarkę dwustronną do zdjęć, na prąd. Dobrze grzała, lecz należało, od czasu do czasu, wałować ją butelką. Jeszcze kuwety, maskownica, papier w szufladzie, czerwona żarówka przy suficie. Czas naświetlenia odliczałem w myślach. Sto jeden, sto dwa, sto trzy, sto cztery – to cztery sekundy, koniec naświetlania papieru i wrzut do kuwety z wywoływaczem. Po chwili płukanie i do utrwalacza. Na Polibudę do tej ciemni można było wejść nawet w nocy, dzięki Dzidkowi :)
2015-04-28 09:29:11 (11 lat temu)
do Wacław Grabkowski: Ja na tych samych zasadach (-Ojciec) też grasowałem w początku lat siedemdziesiątych w ciemni budynku D-1. Było to chyba jednak inne pomieszczenie.
"Moja" należała do I-7 i mieściła się przy warsztacie mechanicznym instytutu (od strony Janiszewskiego na poziomie "0", pod halą wysokich napięć)
2015-04-28 09:59:17 (11 lat temu)
Na pierwszym planie powiekszalnik "Krokus"
2015-04-28 10:04:09 (11 lat temu)
do vigo: Ta ciemnia była na pierwszym, albo na drugim w wypożyczalni sprzętu.
2015-04-28 10:06:16 (11 lat temu)
do cracusiac: Też chciałem mieć Krokusa, ale zabrakło pieniędzy.
2015-04-28 10:47:16 (11 lat temu)
do Wacław Grabkowski: Wacławie, z tym wałowaniem to nie tak. Suszarka tego nie wymagała, raczej papier zdjęciowy. Miałem taką technikę, że zdjęcia nakładałem na owe "srebrne" blachy (no dobra, niklowane czy chromowane), oczywiście zdjęciem do blachy (żeby miało błysk), potem kładłem blachę na stole, przykrywałem gazetą (ale nie jedną stroną, tylko kilkoma) i teraz najważniejsze: brałem gumowy wałek fotograficzny z uchwytem, i heja, wałowało się zdjęcia przez gazetę, raz w górę, raz w bok. Cel był jasny - wycisnąć jak najwięcej wody ze zdjęć, aby nie robiły się na powierzchni plamki od bąbelków powietrza, no i żeby zdjęcia wstępnie odsączyć z wody ile się da. Całą ta praca w ciemni to dała by się opisać w łądne parę kartek, jak mniemam, bo było w tej ciemni co robić

A Stenek wywoływał filmy formatu 6x9 - ręcznie! Kto wie, jak? i jakiej używał do tego żarówki, żeby widzieć, co robi???
2016-07-04 19:41:05 (9 lat temu)
do Stenek: Ja mialem lepiej gdyz uzywalem suszarki tzw "bebnowej". Przy wolaniu nie potrzeba zadnego oswietlenia, wystarczy przestrzegac temperatury i czasu. Czasami mozna bylo sobie "oswietlic" ciemnozielona zarowka /lub kaseta z filtrami/ z wiekszej odleglosci skierowana na sufit. A wywolanie albo w koreksie, albo trudniej w kuwecie, co wymagalo nieco wiekszych umiejetnosci.
2016-07-04 20:10:30 (9 lat temu)
do Stenek: Pewnego jasnego dnia zaczął mi strzelać film w aparacie, a nie chciało mi się zasłaniać okien kocami, więc wlazłem do szafy i po ciemku naprowadziłem film na zębatkę, ale przy okazji wypadła mi blaszka dociskowa od pokrywki i wszystkie zdjęcia wyszły zamazane. A wtedy miałem obchód po Wilczym Kącie…, mielibyśmy fajne zdjęcia.
2016-07-04 21:16:02 (9 lat temu)
do cracusiac: Tak Cracusiac. Miałem mooocno ciemno zieloną żarówkę fotograficzną (NARVA), która dawała tyle światła co nic, i czekać było trzeba dość długo, żeby oczy zaadaptować do tak trudnych warunków oświetleniowych.
Film wywoływałem w kuwecie na stole, mając ją przed sobą. Jjedną ręką trzymałem film za końcówkę, a drugą trzymałem całą rolkę wkładając nieco palce w ten filmowy rulon, potem zanurzałem film i rozwijałem go i zwijałem wielokrotnie, mierząc czas stoperem lub kuchennym brzęczkiem mierzącym czas i cykającym jak zegar
Rozwinięciem tej techniki było trzymanie każdego końca filmu inną ręką, po czym raz zwijałem go w wywoływaczu na prawą rękę (robiąc rulon) i na odwrót, zwijałem go i rozwijałem na drugą rękę. Początek i koniec filmu nie był nigdy naświetlany, więc żadne "paluchy" mi nie przeszkadzały, nawet jak wyszły ;-)
2016-07-04 21:33:34 (9 lat temu)
do Stenek: Ja do suszarki wkładałem zdjęcia licem do płótna i wychodziły matowe. Obecnie skaner bardzo dobrze bierze obrazek z takiego suszenia.
Nie wiem jak wy, ale ja miałem problemy z nawijaniem filmu na bęben koreksu. Wolałem oddać film do wywołania.
2016-07-05 09:36:29 (9 lat temu)
To jest Krokus 3, wczesna wersja jeszcze bez sufiksu "kolor" - bez wkładki na filtry barwne. Warto też zwrócić uwagę na radio Guliwer.
2016-07-05 18:38:20 (9 lat temu)
do Wacław Grabkowski: Koreksy były taśmowe (za 42zł) i beztaśmowe (o wiele droższe, pod marką Krokus). wsunięcie filmu w rowki tarcz koreksu beztaśmowego wymagało pewnej wprawy (trzeba było poćwiczyć na wywołanym filmie). Taśmowe za 42zł miały zaś wady objawiające sie zacinaniem szpuli która nie można było obracać w puszce, skutkowało to pęcherzykami powietrza na filmie i co za tym idzie bialymi plamami na pozytywie.
2016-07-05 18:42:47 (9 lat temu)
do Jarosław Dubowski: Koreks dało się opanować, i wręcz było trzeba, bo filmu małoobrazkowego w rękach się wywołać nie dało. Innym wyjściem było wywołanie u fotografa
2016-07-05 22:03:41 (9 lat temu)
do Jarosław Dubowski: Jarku, o co chodzi z tym radiem Guliwer???
2016-07-05 22:12:26 (9 lat temu)
do Stenek: O co ? O to że stoi . I może grało dopóki go nie zalano.
2016-07-06 17:47:07 (9 lat temu)
et21
+1 głosów:1
Film w koreksie beztaśmowym nawijało się (właściwie to wsuwało) przyciskając palcami na zmianę jedną i drugą szpulę i obracając następnie przeciwną szpulę o pół centymetra. Wpadłem na to dopiero jak połamałem i posklejałem szpule. Dawało się to zrobić zupełnie po ciemku, tyle że po tym jak się oczy przezwyczajały to się okazywało że wcale nie jest ciemno. Po włożeniu filmu i zalaniu trzeba było koreksem stuknąć o podłoże, żeby oderwały się pęcherzyki powietrza.
Do suszarki miałem gumowy wałek, do tego po utrwaleniu woda do płukania ze zmiękczaczem i nie było plam.
A oranżada przy hydrochinonie i do tego zawartość popielniczki to całkiem niezły przepis na raka ;)
2023-06-11 00:15:56 (2 lata temu)
mooz
+5 głosów:5
do et21: Co tam rak. Mnie powiększalnik niemal pozbawił życia. Pękła sprężyna „przeciwwagi” w kolumnie i głowica ważąca ok.18 kg spadła z wysokości ok. metra przelatując mi przed nosem.
2023-06-11 09:25:37 (2 lata temu)
Marek Kuliński
+2 głosów:2
do et21: Koreksu beztaśmowego używałem do wywoływania przeźroczy. Beztaśmowy był konieczny aby można był zrobić naświetlanie po pierwszym wywoływaniu. Wyciągało się szpulę z puszki koreksu, pakowało do wazy od zupy (biała, ścianki dobrze odbijały światło) napełnionej wodą, i dwie lampy z mocnymi żarówkami przez kilka minut.
2023-07-28 14:59:15 (2 lata temu)
mooz
+3 głosów:3
Ja też piłem oranżadę w ciemni, wprawdzie czułem przypływ weny twórczej ale miałem problemy z ustawieniem ostrości.
2023-07-29 11:39:23 (2 lata temu)
Wacław Grabkowski
Na stronie od 2009 czerwiec
16 lat 10 miesięcy 29 dni
Dodane: 27 kwietnia 2015, godz. 10:50:39
Rozmiar: 1300px x 814px
2 pobrania
4257 odsłon
6 średnia ocen
Poprzednie i następne zdjęcia Wacław Grabkowski
Obiekty widoczne na zdjęciu
Fotopolanie w akcji
więcej zdjęć (789)
Fotopolska
więcej zdjęć (18)
Wnetrza
więcej zdjęć (6)
Architekci: Tadeusz Brzoza, Zbigniew Kupiec
Zbudowano: 1950/1955
Budynki D-1 i D-2 Politechniki Wrocławskiej
plac Grunwaldzki 9 i 13

Bliźniacze 5-kondygnacyjne gmachy o 3-skrzydłowym planie w kształcie litery „C” wzniesiono w latach 1950-1955 wg projektu Tadeusza Brzozy i Zbigniewa Kupca.Przy pracach projektowych udział brali: Marian Barski, Adam Tyczkowski, Wacław Wdowiak, Leszek Zdek i Konrad Dyba. Początek budowy przypadł na symboliczną datę 22 lipca 1950 roku.
Obiekty cechuje monumentalizm i oszczędność środków w rozwiązaniach przestrzennych oraz kompozycji elewacji. Symetryczną oprawę dziedzińca, położonego pomiędzy budynkami, stanowią zwrócone ku sobie 15-osiowe fasady, z masywnymi podcieniami stref wejściowych poprzedzonych szerokimi schodami. Elewacje pn.-zach. od placu Grunwaldzkiego zaprojektowano jako 21-osiowe, z wysoką, obejmującą 2 kondygnacje, boniowaną rustykalnie strefą cokołową.
Horyzontalną kompozycję w perspektywie osi grunwaldzkiej zrównoważono rytmicznie rozmieszczonymi lizenami uzyskanymi poprzez wycofanie pól okiennych powyżej gzymsu cokołowego.
Budynki przykrywają wielospadowe dachy o niedużym nachyleniu. Naroża od strony osi grunwaldzkiej zaakcentowane są płytkimi ryzalitami. W trzech skrajnych osiach fasad dziedzińca okna ostatniej kondygnacji zastąpiono płycinami , a całość zwieńczono prostą attyką. W podobny sposób wyróżniono zakończenia skrajnych skrzydeł.
Na uwagę zasługuje pd.-wsch. narożnik gmachu D-1 (przy ulicy Janiszewskiego) mieszczący Laboratorium Wysokich Napięć. Zamiast otworów okiennych w każdej z trzech osi kompozycyjnych wprowadzono płyciny na pełną wysokość trzech kondygnacji, pomiędzy gzymsem cokołowym a wieńczącym. Ten ciekawy element został przysłonięty współczesną dobudową gmachu D-20.

(na podst. „Leksykonu Architektury Wrocławia” 2011)
pl. Grunwaldzki
więcej zdjęć (2682)
Dawniej: Scheitniger Stern, Kaiser Strasse