Za wpłaty ze zrzutka.pl oraz cegiełek kupione zostały:
- Dyski twarde Seagate Exos X22 20TB x 2 = 2500 zł
- Router TP Link Archer X55 AX3000 = 277 zł
- Serwer plików NAS QNAP TS-673A-8G = 4677 zł
Przeznaczenie: kopie zapasowe strony (obecnie wykonywane są ręcznie na domowym komputerze)
zdjęcie 1
zdjęcie 2
zdjęcie 3
|
a%3A4%3A%7Bs%3A1%3A%22k%22%3Ba%3A2%3A%7Bi%3A0%3Bi%3A1%3Bi%3A1%3Bs%3A6%3A%22Polska%22%3B%7Ds%3A1%3A%22w%22%3Ba%3A2%3A%7Bi%3A0%3Bs%3A1%3A%224%22%3Bi%3A1%3Bs%3A9%3A%22%C5%9Bl%C4%85skie%22%3B%7Ds%3A1%3A%22p%22%3Ba%3A2%3A%7Bi%3A0%3Bs%3A2%3A%2225%22%3Bi%3A1%3Bs%3A8%3A%22Jaworzno%22%3B%7Ds%3A1%3A%22m%22%3Ba%3A3%3A%7Bi%3A0%3Bs%3A4%3A%221328%22%3Bi%3A1%3Bs%3A8%3A%22Jaworzno%22%3Bi%3A2%3Bb%3A1%3B%7D%7D
|
wczytywanie danych...
|
|
|
|
|
Największa katastrofa w historii jaworznickiego górnictwa.
Przez cztery dni górnicy kopalni Danuta w Jaworznie bezskutecznie ostrzegali kierownictwo zakładu o wdzierających się do chodników strużkach wody. Piątego dnia woda w ciągu kilku minut zalała wszystkie wyrobiska. Utonęło 18 ludzi
Kopalnia Danuta była częścią dąbrowskiej Komuny Paryskiej. Węgiel leżał tu tak płytko pod ziemią, że nie opłacało się kopać szybu. Górnicy schodzili do pracy pochyłym chodnikiem, tzw. upadową. Nieliczną kilkudziesięcioosobową załogę stanowili głównie młodzi ludzie, junacy z OHP. Wielu z nich przyjechało do Jaworzna z różnych stron Polski w poszukiwaniu lepszego życia.
26 sierpnia 1954 roku tuż po dziewiątej rano kopalnię zalała woda. Wdarła się z impetem i porywała wszystko i wszystkich na swojej drodze. Górnik Ludwik Guja, jeden z nielicznych, którzy ocaleli, uratował się tylko dlatego, że intuicja podpowiedziała mu, w którym kierunku ma biec. Stojącego tuż za nim kolegę pochłonął żywioł. Nawet na powierzchni widać było ślady po katastrofie. Naprzeciwko kościoła w Dąbrowie Narodowej, na drodze w stronę Katowic, powstał lej o dziesięciometrowej średnicy. Niewiele brakowało, a w zapadlisku pogrążyłby się wypełniony pasażerami autobus.
To była największa katastrofa w historii jaworznickiego górnictwa, ale ówczesne władze zrobiły wszystko, żeby jak najszybciej o niej zapomniano.
Zdaniem Stanisława Mikłasa, historyka amatora, który pół wieku temu był świadkiem wydarzeń, zrobiły tak nie bez powodu. Mikłas kilka lat temu rozmawiał z ostatnimi żyjącymi wtedy jeszcze górnikami z Danuty. Mówili mu, że przez ostatnie dni poprzedzające wypadek informowali swoich przełożonych o sączącej się cienkimi strużkami wodzie. Ostrzeżenia zbagatelizowano, ale odpowiedzialnych nigdy nie wskazano. Gdy już doszło do katastrofy, specjalna komisja górnicza stwierdziła, że zawiniła natura - wstrząsy tektoniczne w południowo - wschodniej części województwa. Na podstawie tej opinii prokuratura umorzyła śledztwo. Żeby wznowić wydobycie w Danucie, trzeba było najpierw wypompować spod ziemi wodę. Było jej tak dużo, że na powierzchni można by z niej utworzyć czterometrowej głębokości zbiornik o powierzchni zalewu Sosina. Udało się ją wypompować po 38 dniach i dopiero wtedy odnaleziono ostatnich zabitych podczas wypadku górników.
Poległych pochowano bez rozgłosu na koszt kopalni. Mogiły na miejscowym cmentarzu dobierano w taki sposób, żeby obok siebie leżało co najwyżej dwóch górników. W prasie nie wolno było pisać o katastrofie.
Pomimo takich środków władze nie uniknęły kłopotów. Większość ocalonych z katastrofy górników nie chciała wrócić do swojej kopalni, trzeba było zatrudnić na ich miejsce nowych. Dziesięć lat później Danutę zamknięto i wkrótce porosła laskiem.
Dziś po kopalni pozostał fundament wyciągu (na którym obecnie jest pomnik) oraz kilka budynków (prawdopodobnie warsztaty) które należą do ciepłowni i knajpy. Wlot wyrobiska znajdował się w miejscu gdzie stoi teraz blok.
źródło: br />
więcej 
|
proszę czekać...
|