27.04.2026 - zamówione 2 dyski SSD GOODRAM CX 400 2TB za 1698 zł - kończy nam się miejsce na dyskach SSD 460 GB (zostało 15 GB wolnego miejsca). Na tych dyskach są m.in. system operacyjny, kafelki mapy i miniatury zdjęć. Dyski będą w czwartek, w majowy weekend przeniosę na nie wszystkie dane. W maju lub w czerwcu kupię dyski HDD ~ 20 TB i przeniesiemy tam dane z dysków 3 TB (oprócz tego mamy 2 x 12 TB w RAID 1 od Esskiego).
| zapomniałem hasło | nowe konto | dodaj zdjęcie
Mapa
Nieistniejące
Komentarze Kresy Kresy + Polska Panoramy Pomoc
powiat stargardzki
Najbliższe obiekty nieistniejące
An der Marien Kirche 3
9
m
Stargard
Königstrasse 5
23
m
Stargard
Königstrasse 43
43
m
Stargard
Königstrasse 44
46
m
Stargard
Königstrasse 45 i 46
54
m
Stargard

Za wpłaty ze zrzutka.pl oraz cegiełek kupione zostały:

  • Dyski twarde Seagate Exos X22 20TB x 2 = 2500 zł
  • Router TP Link Archer X55 AX3000 = 277 zł
  • Serwer plików NAS QNAP TS-673A-8G = 4677 zł

Przeznaczenie: kopie zapasowe strony (obecnie wykonywane są ręcznie na domowym komputerze)

zdjęcie 1 zdjęcie 2 zdjęcie 3

wczytywanie danych...

An der Marien Kirche 2

Obiekt obecnie nie istnieje
Zlikwidowano: 1945
Dawniej: An der Marien Kirche 2

Nr 2. Właściciel Mistrz stolarski - Erich Beckmann

Największe pomieszczenie na piętrze domu średniego nr 2 z trzema oknami miało być kapitularzem. Piwnice domów miały bardzo solidne sklepienia, które w czasie wojny służyły okolicy jako schrony przeciwlotnicze.

W 1898 r. Karl i Luise Beckmannowie z domu Lange kupili dom nr 2, w którym wynajmowali od małżeństwa, za 850 marek w złocie od mistrza piekarskiego Wilhelma Höfta ze Stargardu. Obie pary pochodziły z gospodarstwa w powiecie Saatzig (Büche i Marienfliess). W 1939 r. dom odziedziczył syn, mistrz stolarski Erich Beckmann. Ponieważ dom został wpisany na listę zabytków, zatwierdzono tylko małą witrynę sklepową, a nie całe dolne piętro, zgodnie z wnioskiem. Do domu należało tylne skrzydło. Drzwi wejściowe były objęte ochroną zabytków. Dom był tak wypaczony i przesiąknięty wiatrem, że przed laty miał zostać wymieniony na nowy, nawet w starym stylu, ale Wydział Urbanistyki nie wyraził zgody na remont.

 

Obserwator wieży

(Günther Eilenfeld - miał swój sklep spożywczy na Poststrasse). Günther Eilenfeld i mój ojciec Erich Beckmann byli nie tylko przyjaciółmi w interesach, ale także mieli specjalne zadanie podczas wojny. Z pewnością podobnie postrzegano go w innych niemieckich miastach, ale znali go tylko nieliczni stargardzianie. Ci ludzie byli zobowiązani przez Towarzystwo Ochrony Przeciwlotniczej do wspinania się na wieżę kościoła Mariackiego w przypadku alarmu przeciwlotniczego, w celu obserwowania zbliżania się nieprzyjacielskich samolotów i nalotów w okolicach Stargardu aż do Szczecina. Zadanie to wiązało się z wieloma trudnościami. Mogę o tym opowiedzieć, ponieważ często towarzyszyłem ojcu, zwłaszcza gdy Günther Eilenfeld nie mógł przybyć. Nie było oficjalnego trzeciego przedstawiciela. Tak ojciec często wspinał się na wieżę sam, albo kupiec Eilenfeld. Mężczyźni byli do tego dobrze wyposażeni. Ciepłe ubrania, futrzane czapki z nausznikami były szczególnie odpowiednie zimą, zwłaszcza że wiatr na punkcie widokowym w drewnianej konstrukcji wieży był silniejszy niż na ulicy między rzędami domów.

Oczywiście dobra lornetka to podstawa. Ojciec miał ostrą lunetę, przez którą widział rozległy obszar nad Szczecinem. Na wieży znajdował się telefon z połączeniem z komisariatem policji w ratuszu. Każdą nietypową obserwację trzeba było natychmiast zgłaszać na policję, aby w nagłym wypadku straż pożarna i ekipy ratownicze mogły szybko dotrzeć na miejsce. Oczywiście zdarzało się też, że zaskakiwały nas silne burze, co na zawrotnych wysokościach nie było szczególnie przyjemne.

Obserwatorzy wieży - jak sami siebie nazywali - pełnili służbę nie tylko podczas alarmu przeciwlotniczego. Zgłoszenie dotarło do mężczyzn telefonicznie z komisariatu policji na długo przed ogłoszeniem alarmu wstępnego w mieście. Pamiętam wezwanie: „Meldunek lotu nieprzyjaciela przez Brunszwik". Potem ojciec musiał się natychmiast ubrać i wyjść z domu. Niezbędne do operacji przybory były zawsze przygotowane przy łóżku.

Kiedy po raz pierwszy pozwolono mi towarzyszyć obserwatorom wieży, poczułem się dziwnie. Dla mnie, jako niedoświadczonego chłopca, takie „nabożeństwo" było jak akcja frontowa, bo bałem się, że trafi w nas bomba lub ostrzał z karabinu maszynowego z nieprzyjacielskich maszyn. Ojciec zawsze miał klucz kościelny do drzwi od strony północnej kościoła w domu są drzwi kościoła w małej uliczce biegnącej wzdłuż kościoła i łączącej rynek z targiem mięsnym. Następnie skorzystaj z klatki schodowej wieży północnej. (Schody naprzeciwko prowadzą tylko do empory organowej. ) Całe wejście zajmuje zwykle 20 minut, podobnie jak zejście.

Najpierw do wieży prowadziły wąskie kamienne spiralne schody na wysokość sklepienia środkowego kościoła. To było około 35 metrów. (Kościół Marienkirche ma trzecie co do wysokości sklepienie w kościele północnoniemieckim po katedrze w Królewcu i Lubeckim Marienkirche). z platformy na platformę, do tej pory w smukłej sześciokątnej konstrukcji wieży normalne drabiny prowadzą do widoku nad zegarem. Aby dostać się na platformę obserwacyjną, należy podnieść ciężki właz.

Na początku nie było to dla mnie przyjemne, a nawet przerażające, kiedy w nocy płoszyliśmy nietoperze czy sowy, które potem latały nam nad głowami. Byłem zaskoczony, gdy po raz pierwszy usłyszałem bicie zegara - dźwięk nie do opisania. Do tego na wieży trzeba było się przyzwyczaić.

Nocna operacja na wieży mogła czasem trwać godzinami, ponieważ jeśli mieszkańcy Stargardu otrzymali już zgodę do powrotu, „ludzie z wieży” musieli kontynuować obserwację do czasu wezwania.„Choinki" zrzucone nad Szczecin przez wrogie samoloty były niesamowicie fascynujące i rozświetlały cały horyzont. Można by pomyśleć o uroczystym i podniosłym widoku, niewyobrażalnie wielkim pokazie sztucznych ogni nad wielkim miastem. Ale to trwało krótko. Wtedy pożary odbijały się w niebie od uderzenia pierwszych bomb. Formacje bombowców wielokrotnie miały za cel zakłady uwodorniania w Szczecinie-Politz - lub port w Szczecinie. Trudno nam dziś sobie wyobrazić, jak ludzie mogli się nadawać do takiego zniszczenia.

Nierzadko zdarzało się, że dwaj ochroniarze przeciwlotniczy – a kiedy byłem starszy, często z nimi jeździłem – dwa razy w nocy zajmowali swoje stanowisko. Oznaczało to czterokrotne 20-minutowe wejście i zejście w ciągu nocy. Oczywiście ojciec musiał wrócić do pracy o 6:30 następnego ranka. Ochrona przeciwlotnicza stawiała obserwatorom wieży duże wymagania. A naloty, jak wiadomo, nasiliły się w czasie wojny.

Kiedy w 1945 roku jako uciekinier z niewoli przyjechałem do domu rodziców jako żołnierz, ojciec powiedział, że po ewakuacji miasta przez ludność musi dalej pilnować wieży. Często było to również w ciągu dnia.

Pewnego razu chciał iść do kościoła, gdy przed drzwiami kościoła leżała wielka niewypałowa bomba, więc musiał przez nią przejść. Następnie udał się na posterunek policji i zgłosił, że wejście do kościoła nie było dostępne z powodu niewypału. „Zobacz, jak dostaniesz się do kościoła” – rozkazano mu. Kiedy ponownie próbował dać do zrozumienia, że ​​to niemożliwe, poszedł z nim policjant z naładowanym pistoletem, po czym odsunął się i kazał ojcu przejść przez stopień. nad niewypałem, jeśli nie chciał zostać rozstrzelany za niewykonanie rozkazów.

Ojciec relacjonował, że był to również ostatni raz, kiedy wieża była używana. Następnego dnia do akcji wkroczyła również policja. Dwóch strażników wieży nigdy nie otrzymało nagrody, ale ich życie zostało zachowane po wojnie i to z pewnością było dla nich warte więcej.

(Wojtek W.S)

 


Turmbeobachter

Horst Beckmann
verstorben am 9.6.2013
Stargarder Jahresblatt 2007

Vor 11 Jahren erreichte mich die Nachricht, das der Stargarder Kaufmann Günther Eilenfeld im 92. Lebensjahr verstorben ist. Er hatte sein Lebensmittelgeschäft in der Poststraße und war sicher vielen Stargardern bekannt. Durch seinen Tod wurden alte Erinnerungen wach.

 

Erich Beckmann und Horst Beckmann

Günther Eilenfeld und mein Vater Erich Beckmann waren nicht nur Geschäftsfreunde, sondern hatten während des Krieges eine besondere Aufgabe. Sicher wurde sie in anderen deutschen Städten genauso wahrgenommen, aber nur wenigen Stargarder Bürgern wird sie bekannt gewesen sein. Vom Luftschutzbund wurden diese Männer verpflichtet, jeweils bei Fliegeralarm den Turm der Marienkirche zu besteigen, um den Anflug feindlicher Flugzeuge und Luftangriffe im Raum um Stargard bis nach Stettin zu beobachten. Dieser Einsatz war mit vielen Strapazen verbunden. Berichten kann ich darüber, weil ich so manches Mal meinen Vater begleitet habe, besonders wenn Günther Eilenfeld verhindert war. Einen offiziellen dritten Vertreter gab es nicht. So hat Vater oft auch allein den Turm bestiegen, oder auch Kaufmann Eilenfeld. Die Männer waren dafür gut ausgerüstet. Warme Kleidung, Pelzmützen mit Ohrenschützern waren besonders im Winter angebracht, zumal auf dem Ausblickplatz im Holzaufbau des Turmes ein schärferer Wind wehte als auf der Straße zwischen den Häuserreihen.

 

Marienkirche - links unten: an der Marienkirche 2 das Geburtshaus von Horst Beckmann

Gute Ferngläser gehörten selbstverständlich dazu. Vater hatte ein scharfes Fernrohr, mit dem er den weiten Raum über Stettin im Blick hatte. Auf dem Turm befand sich ein Telefon mit einem Anschluss zur Polizeiwache im Rathaus. Jede auffällige Wahrnehmung musste sofort der Polizei gemeldet werden, damit im Notfall Feuerwehreinsatzwagen und Hilfstruppen schnell zur Stelle sein konnten. Natürlich kam es auch vor, dass man von schweren Gewittern überrascht wurde, was in schwindelnder Höhe nicht besonders angenehm war.

Die Turmbeobachter - so nannten sie sich - versahen nicht nur während des Fliegeralarms ihren Dienst. Die Meldung erreichte die Männer telefonisch von der Polizeiwache aus, lange Zeit bevor in der Stadt Voralarm gegeben wurde. In Erinnerung habe ich den Anruf: „Feindlicher Einflug über Braunschweig gemeldet". Dann musste sich Vater sofort anziehen und das Haus verlassen. Die notwendigen Gebrauchsutensilien lagen für den Einsatz immer am Bett bereit.

Als ich die ersten Male die Turmbeobachter begleiten durfte, war mir eigenartig zumute. Für mich als unerfahrenem Jungen war ein solcher „Dienst" wie ein Fronteinsatz, da ich befürchtete, dass uns eine Bombe oder das Maschinengewehrfeuer der feindlichen Maschinen gezielt treffen könnte. Den Kirchenschlüssel für die Tür an der Nordseite der Kirche hatte Vater immer zu Hause. Das ist die Kirchentür in der kleinen Gasse, die an der Kirche entlang den Marktplatz mit dem Fleischmarkt verbindet. Man benutzte dann den nördlichen Turmaufgang. (Beim gegenüberliegenden Aufgang kommt man nur bis zur Orgelempore.) Der gesamte Aufstieg dauert normalerweise 20 Minuten; der Abstieg auch.

 

Blick von der Marienkirche auf die Johanniskirche

Zunächst führte eine enge Steinwendeltreppe in den Turm bis zur Höhe des mittleren Kirchengewölbes. Das waren etwa 35 Meter. (Die Marienkirche hat das dritthöchste Gewölbe norddeutscher Kirchen nach dem Königsberger Dom und der Lübecker Marienkirche.) Wenn der Turm dann als viereckiger Backsteinbau aus dem Kirchengebäude herausragt, wird die Wendeltreppe durch normale Holztreppen abgelöst, die von Podest zu Podest führen, bis dann in dem schlanken sechskantigen Turmaufbau normale Leitern zu dem Ausblick über der Uhr führen. Eine schwere Luke muss hochgedrückt werden, um die Plattform des Ausblicks zu erreichen.

Nicht so angenehm, ja gruselig, war es für mich in der ersten Zeit, wenn wir nachts Fledermäuse oder Eulen aufscheuchten, die uns dann um den Kopf herumflogen. Erschreckt habe ich mich, als ich das erste Mal das Anschlagen der Uhr vernahm - ein unbeschreibliches Geräusch. Daran musste man sich auf dem Turm erst gewöhnen.

Ein nächtlicher Turmeinsatz konnte mitunter Stunden dauern, denn wenn die Stargarder Bürger bereits Entwarnung bekommen hatten, mussten die „Turmmänner" weiterhin die Beobachtung wahrnehmen, bis sie abgerufen wurden. Es konnte sein, dass bereits eine neue Anflugwelle gemeldet war. Für die Bewohner die schon wieder in den Betten lagen, bedeutete das ein zweiter Alarm, wie es die Älteren unter uns noch in Erinnerung haben werden.

 

Blick von der Marienkirche

Schaurigschön faszinierend waren die von den Feindflugzeugen über Stettin gesetzten „Christbäume", die den ganzen Horizont erleuchteten. Ein festlichfeierlicher Anblick könnte man meinen, ein unvorstellbar riesiges Feuerwerk über einer großen Stadt. Aber das währte nur kurze Zeit. Dann spiegelten sich am Himmel die Feuer der Einschläge der ersten Bomben. Wiederholt hatten die Bomberverbände die Hydrierwerke in Stettin-Pölitz als Ziel — oder auch den Stettiner Hafen. Für uns heute kaum noch vorstellbar, wie sich Menschen für derartige Zerstörungen hergeben konnten.

Nicht selten kam es vor, dass die beiden Luftschutzmänner - und als ich älter war, bin ich oft mitgegangen - nachts zweimal ihren Posten einnehmen mussten. Das bedeutete dann in der Nacht viermal 20 Minuten Auf- und Abstieg. Natürlich musste Vater am nächsten Morgen um 6.30 Uhr wieder in seinem Betrieb sein. Es waren schon grosse Anforderungen, die der Luftschutz an die Turmbeobachter stellte. Und die Luftangriffe nahmen im Laufe des Krieges bekanntlich zu.

Als ich 1946 als Soldat aus der Gefangenschaft zu meinen Eltern in die Flüchtlingsheimat kam, erzählte Vater, dass er, als die Stadt schon von den Bürgern geräumt war, weiterhin die Turmbeobachtung wahrnehmen musste. Oft war es auch am Tage.

Einmal wollte er in die Kirche, als vor der Kirchentür ein großer Bombenblindgänger lag, so dass er über ihn hätte hinwegsteigen müssen. Er sei dann zur Polizeiwache gegangen und habe gemeldet, dass der Kircheneingang durch einen Blindgänger nicht zugänglich sei. „Sehen sie zu, wie sie in die Kirche kommen" bekam er den Befehl. Als er dann noch einmal klarzumachen versuchte, dass es nicht möglich sei, sei ein Polizist mit durchgeladener Pistole mitgegangen, habe sich dann abseits gestellt und meinem Vater befohlen, über den Blindgänger hinwegzusteigen, wenn er nicht wegen Befehlsverweigerung erschossen werden wolle.

Das sei dann auch der letzte Turmeinsatz gewesen, so berichtete Vater. Am nächsten Tag ging auch die Polizei auf die Flucht. Eine Auszeichnung haben die beiden Turmwächter nie bekommen, aber ihr Leben wurde ihnen über den Krieg hinaus erhalten und das war ihnen sicher mehr wert.

W.S

proszę czekać...
Pokaż na mapie
Zdjęcia
Pokaż wszystkie | Ostatnio dodane
An der Marien Kirche 2 na innych zdjęciach
Przedmioty związane z An der Marien Kirche 2
Obiekt na mapie
Kontakt do administratorów strony Fotopolska.Eu: | Regulamin serwisu: https://fotopolska.eu/2,artykul.html
© Copyright 2012 Neo & Siloy
Kolokacja serwerów Amsnet
Ostatnio przeglądane: łekno Wągrowiec Chodzież Czarnków nowa wieś wielka Piła Piła kałuszyn Wałcz Wałcz hirszfelda Złotów Złotów granowo bytom bytom bytom bytom granowo radowiska Barlinek Bonifacego sosnowiec dworzec Barlinek Bonifacego Barlinek Bonifacego Barlinek Bonifacego Barlinek Barlinek św. Bonifacego świnoujście świnoujście św. Bonifacego 3 dłużyn mysłakowice rydzewo kamienna góra kamienna góra