| zapomniałem hasło | nowe konto | dodaj zdjęcie
Mapa
Nieistniejące
Komentarze Kresy Kresy + Polska Panoramy Pomoc

Za wpłaty ze zrzutka.pl oraz cegiełek kupione zostały:

  • Dyski twarde Seagate Exos X22 20TB x 2 = 2500 zł
  • Router TP Link Archer X55 AX3000 = 277 zł
  • Serwer plików NAS QNAP TS-673A-8G = 4677 zł

Przeznaczenie: kopie zapasowe strony (obecnie wykonywane są ręcznie na domowym komputerze)

zdjęcie 1 zdjęcie 2 zdjęcie 3

wczytywanie danych...

Przyczynek do historii Zamościa w latach 1810-1812

proszę czekać...

Księgi metrykalne stanu cywilnego urodzeń, małżeństw i zgonów zostały wprowadzone Kodeksem Napoleona w celach ewidencyjnych. Po latach znajdują one zastosowanie w badaniach z zakresu demografii historycznej i genealogii. Mogą być również bogatym źródłem danych na temat dziejów miejscowości, w których powstały. W niniejszym artykule chciałbym pokazać czego możemy się dowiedzieć o niektórych obiektach Zamościa i jego mieszkańcach z tekstów pierwszych metryk stanu cywilnego, jakie zostały tu sporządzone w latach 1810-1812.

 W artykule wykorzystuję informacje znalezione podczas lektury 2389 aktów USC w Zamościu, spisanych między 1.10.1810, a 31.12.1812. Sporadycznie korzystałem również z ksiąg kościelnych. Miejsca i obiekty omawiane w artykule, naniesione na plan Zamościa sporządzony na podstawie mapy austriackiej z 1777 r.

 

 

1. Pałac

6. Szpital ubogich (?)

11. Łaźnia kahalna

2. Dom wikariuszy

7. Lazaret

12. Szpital Żydowski

3. In fułatka

8. „Bonifraterskie”

13. B. Klasztor reformacki

4. Mansjonarium

9. „Plac ormiański”

14. Koszary w Akademii

5. Szpital ss. Miłosiernych

10. „Rynek żydowski”

15. Brama Lubelska

 

Ten szczególny spacer po Zamościu okresu Księstwa Warszawskiego proponuję rozpocząć od Pałacu Ordynackiego. 

Jak wynika z treści metryk, budynki wchodzące w skład kompleksu pałacowego łączyły funkcje koszar oraz miejsca zamieszkania dla pracowników wojska, pracowników ordynacji, urzędników państwowych i prawdopodobnie zwykłych mieszkańców miasta. Ślady obecności wszystkich tych grup spotykamy właśnie pod numerem pierwszym zabudowań położonych wewnątrz murów. Urzędnik spisujący akty metrykalne nazywa to miejsce nieco inaczej w zależności od tego, kogo dotyczyło dane wydarzenie. Gdy w akcie chodziło o rzemieślników zamojskich lub członków ich rodzin – rzecz się działa „w Zamku” (pisownia dużą literą jak w oryginale). Gdy wpis dotyczył żołnierza – mowa była o „koszarach” lub o „koszarach w Zamku”. W przypadku pracowników ordynacji lub administracji używano określeń: „Zamek Ordynacki” lub „Pałac”. Razem z przedstawicielami tych grup zawodowych mieszkały ich rodziny. Dzięki temu wiemy, że ojcami dzieci urodzonych pod numerem pierwszym byli żołnierze i podoficerowie oraz pracownicy ordynacji takich profesji, jak kancelista, lokaj w domu ordynackim czy froter w służbie Państwa Ordynacji. Określenie służbą w Ordynacyi pozostający sugeruje, że nie chodziło o dawnych pracowników ordynacji, ale przynajmniej w niektórych wypadkach, o aktualnie wykonujących swoje obowiązki. Numer pierwszy był też miejscem, w którym dożywali swoich dni dawni pracownicy ordynacji i ich rodziny. Przedstawicielką tej grupy była m.in. z procentów się utrzymująca wdowa po regencie w Państwie Ordynacji Michale Wysokińskim lub furman Tomasz Walecki Najwyższym rangą urzędnikiem, który mieszkał pod tym adresem był podprefekt powiatu zamojskiego w departamencie lubelskim, a zarazem dziedzic dóbr Krynica w Powiecie Tomaszowskim, Ignacy Zarębski . Do pracowników cywilnych wojska należał m.in. Józef Hoelz, piekarz pułku piechoty .

 Naprzeciw pałacu znajdowała się kamienica opatrzona numerem 35,w której zamieszkiwali księża wikariusze. Nazywano ją „domem wikaryi”. Jak wynika z podpisów pod kościelnymi aktami metrykalnymi, w tym czasie wikariuszami kolegiaty zamojskiej byli: Józef Biesch , Wojciech Gilowski, Ignacy Załęski, Szymon Surmankiewicz, Wojciech Zwierzyński. Razem z księżmi mieszkał tu wraz z rodziną Wacław Bartel ze służby się utrzymujący, Czech z pochodzenia, ożeniony z córką strycharza z Hajownik - Gabriela Ciuraszkiewicza. Być może zatrudnienie Bartla na służbie u księży (w jednym z aktów figuruje jako murgrabia wikaryi zamoyskiey ) wiązało się z faktem, iż jego żona była cioteczną siostrą księdza Zwierzyńskiego . W domu wikaryi mieszkała także matka księdza Zwierzyńskiego, wdowa po Sebastianie Zwierzyńskim właścicielu dworku na Szczebrzeskim Przedmieściu, o czym dowiadujemy się z jej aktu zgonu z grudnia 1811 roku. 

Za kolegiatą pod numerem 42, znajdowała się siedziba infułata, nazywana za czasów księdza Onufrego Skotnickiego dziekanką lub infułatką. W akcie pochodzącym z lipca 1812 roku budynek ten nazwano kamienicą Jaśnie Wielmożnego Xsiędza Infułata Koźmiana. W tym czasie dom ten rzadko oglądał swojego głównego rezydenta, a nieogrzewane regularnie mury nasiąknęły zimnem i wilgocią . Mieszkał tutaj wraz żoną zarządca infułatki, zwany murgrabią. W 1812 roku ów murgrabia został dwukrotnie ojcem i to w odstępie czterech miesięcy! Matką córki urodzonej w lipcu była jego prawowita żona. Ojciec dziecka zadbał o godną oprawę i wybitnych rodziców chrzestnych, którymi byli ksiądz infułat Józef Koźmian i żona lekarza gminnego Elżbieta z Bidermannów Wodnicka. Natomiast w listopadzie urodził mu się syn, którego matką była dziewka w służbie u niego zostająca rodem z Sitańca. Murgrabia poświadczył fakt ojcostwa własnoręcznym podpisem. Świadkami przy spisaniu obu aktów cywilnych narodzin, oprócz kościelnych Kolegiaty, byli kucharz Jan Kapuściński, również zamieszkały na dziekanii, oraz kammerdiner Maciej Haftarski. Czy Haftarski pracował na służbie w infułatce - nie podano, ale z innego aktu możemy się dowiedzieć, że ksiądz infułat Skotnicki miał swojego lokaja. W listopadzie 1811 r. był nim Jakub Kostrzebiński pochodzący z Tachowa w cyrkule tarnowskim. W listopadzie 1810 roku mieszkający od roku w domu infułata Kostrzebiński pojął za żonę córkę kościelnego kolegiaty Karola Kicińskiego .

 Z infułatką sąsiadowało mansjonarium. Znajdowało się ono w murowanym budynku dobudowanym do siedziby infułata i nosiło numer 43. Instytucja ta pod wezwaniem św. Mikołaja, ufundowana w XVII wieku, miała służyć podnoszeniu kultu w kolegiacie poprzez utrzymywanie kilku kapłanów, których zadaniem było odprawianie mszy i oficjów ku czci Matki Bożej. Na podstawie ksiąg metrykalnych nie jesteśmy w stanie odtworzyć pełnej listy mansjonarzy z lat 1810-12, wiadomo jednak, że poza księdzem kanonikiem Pawłem Romanowiczem, który zmarł tam 3 marca 1812 r. w wieku 71 lat, pod tym numerem życia dokonały jeszcze dwie inne osoby: w stanie wolnym zostaiąca kaleka ciemna z jałmużny się utrzymująca Konstancja Kuszel oraz kościelny Kolegiaty Tomasz Szumiłowski, który wraz z żoną był rezydentem mansjonarium. Jak z tego widać dom mansjonarski zmienił swoją funkcję w stosunku do woli fundatora i pełnił także rolę schronienia dla uboższych mieszkańców miasta. 

Podążając z mansjonarium w kierunku wschodnim, dochodziło się do zabudowań po byłym klasztorze klarysek pod numerem 47, gdzie mieścił się szpital Sióstr Miłosiernych. Informacje na temat tego przybytku znajdujemy głównie w 67 aktach dotyczących zgonów, które miały tam miejsce od listopada 1810 do czerwca 1812 roku. Zapis ostatniego zgonu pochodzi z 7 czerwca 1812 r. Po tej dacie siostry przeniosły się do Szczebrzeszyna. Wśród zmarłych było czworo dzieci w tym jedno, o którym napisano: sierota w domu sióstr miłosierdzia swe utrzymanie mający. Być może oprócz szpitala siostry prowadziły również przytułek dla dzieci. Większość zmarłych pochodziła z Zamościa, ale jedna piąta z nich przybyła tu z innych miejscowości parafii lub gminy (Wielącza, Kalinowice, Lipsko), a także z dalszych okolic (Nielisz, Zwierzyniec, Tarzymiechy, Mołodiatycze, Gdeszyn, Dzierążnia).

Połowa zmarłych to osoby bezżenne, wdowcy lub wdowy. W dwóch trzecich przypadków świadkami przekazującymi urzędnikowi stanu cywilnego informację o zgonie byli pracownicy szpitala. Można więc przypuszczać, że większość pacjentów-podopiecznych była osobami samotnymi, które w chwili śmierci nie miały koło siebie nikogo z bliskich. Wyjątkiem jest Józef Gurski, ekonom z Gdeszyna, któremu w ostatnich chwilach towarzyszyli dwaj jego synowie: Jędrzej - burmistrz Gorzkowa i Ignacy - rachmistrz w Dobrach JO Xięcia Czartoryskiego w siedleckim. Poza nim, wśród osób zmarłych w szpitalu Sióstr Miłosiernych, byli przedstawiciele profesji zajmujących niższe szczeble drabiny społecznej: wyrobnicy, żebracy, włościanie, osoby pozostające na służbie, jałmużnicy, nieliczni rzemieślnicy lub ich żony, funkcjonariusze instytucji porządku publicznego (strażnik więzienny, policjant). Wymieniona jest jedna osoba obrządku greckiego, a także murzyn, amerykańczuk służbą lokajską w Zamościu mieszkający. Generalnie na podstawie znalezionych danych można wyciągnąć wniosek, że do szpitala Sióstr Miłosierdzia trafiali przeważnie ludzie z niższych warstw społecznych, bez zaplecza rodzinnego lub finansowego oraz że zasięg oddziaływania tej placówki wykraczał daleko poza granice gminy. Średnia wieku dorosłych zmarłych wynosiła około 45 lat. Pod tym samym adresem znajdujemy również dwa akty urodzin. Jedno z dzieci urodziło się w rodzinie Antoniego Biebiurskiego, kościelnego przy kościele Sióstr Miłosierdzia. Biebiurski był z zawodu tkaczem, ale utrzymywał się z pracy dla sióstr. Do jego obowiązków należało między innymi informowanie urzędnika stanu cywilnego o zgonach, które miały miejsce w szpitalu. Od jesieni 1810 do czerwca 1812 roku występował w tej roli 48 razy. W wykonywaniu tego obowiązku nieraz towarzyszył mu syn, Kazimierz, który z zawodu był szewcem. Obaj mieszkali z rodzinami w kompleksie klasztornym szarytek. Biebiurscy nie byli jedynymi świeckimi pomocnikami sióstr. Oprócz nich zatrudnieni byli dozorcy chorych (pielęgniarze): Jan Woynarowski i Marcin Zawadzki, którzy również mieszkali w domu klasztornym. Wielokrotnie w roli świadka występował także zamieszkały w pobliżu (pod numerem 48) bednarz Jan Niklewicz. 

Kolejna instytucja opiekuńcza Zamościa to „szpital ubogich”. Nazwa ta pojawiła się w metrykalnych aktach zgonów między listopadem 1811 i grudniem 1812 roku tylko sześć razy. W oparciu o tak małą ilość danych trudno dokładnie określić, gdzie się znajdowała. Trzy razy wskazywana jest lokalizacja pod numerem 57 przy ulicy Ślusarskiej, a po jednym razie przy Bazyliańskiej pod numerami 58 i 89 oraz ponownie przy Ślusarskiej pod numerem 58. Przy spisywaniu aktów zgonu osób zmarłych w szpitalu ubogich obecni byli ci sami świadkowie: jałmużnik Jan Dolubiński (lub Dolibiński) oraz kościelni: Karol Kiciński i Tomasz Szumiłowski, co może sugerować, że chodziło o tę samą instytucję. Fakt, że obaj byli kościelnymi kolegiaty wskazuje na prawdopodobny związek szpitala ubogich z głównym kościołem Zamościa. Również profil chorych we wszystkich tych miejscach jest podobny. W większości były to kobiety-żebraczki oraz dzieci. Może więc był to ten sam szpital pod różnymi adresami? A może numery przy Ślusarskiej i przy Bazyliańskiej to to samo miejsce?

Idąc dalej ulicą Ślusarską w kierunku wschodnim, dochodzimy do lazaretu wojskowego (zwanego także szpitalem wojskowym stałym zamojskim), który znajdował się w byłym kościele ojców franciszkanów pod numerem 62, przyporządkowywanym przez urzędnika stanu cywilnego do ulicy Franciszkańskiej. Akty metrykalne związane z tym szpitalem pochodzą z okresu między grudniem 1810 i grudniem 1812 roku. Niewykluczone, że szpital funkcjonował już wcześniej, ale w analizowanych źródłach nie znajdujemy na ten temat wzmianki. Z dokumentów wynika, że przyjmowano tu żołnierzy, podoficerów i oficerów oraz osoby pracujące dla wojska (takie jak: piekarz, włościanin do roboty fortyfikacyjnej wysłany, posługacz przy lazarecie). Na 421 zapisanych w księgach USC zdarzeń, które miały tu miejsce, znajdujemy informacje o 417 zgonach i 4 urodzinach dzieci z rodzin związanych z wojskiem. Zgony wojskowych były zapisywane w księgach metrykalnych miasta na podstawie dostarczonego przez władze wojskowe dokumentu pod nazwą wyiątek z regestru ludzi zmarłych w szpitalu woyskowym, czyli świadectwa zgonu. Na początku było ono wydawane przez ekonomów lazaretu: Kielanowskiego lub Pruskiego. W 1810 r. podstawą do wydania tego świadectwa było stwierdzenie zgonu dokonane przez lekarza Bernarda Majewskiego (według ówczesnej oficjalnej nomenklatury zwanego urzędnikiem zdrowia pierwszej klasy), a od 1811 r. przez komisarza wojennego twierdzy lub jego zastępców. W dokumentach spotykamy również inne osoby zatrudnione w szpitalu wojskowym: lekarzy, oficjalistów i podoficjalistów, dozorców lazaretu, dozorcę pralnego, posługaczy szpitalnych, ordynansów, odźwiernych oraz chwoszczyka (woźnicę) przy furgonach w lazarecie. W 1810 r. lekarzem szpitalnym był Bernard Majewski, a w późniejszym okresie dokumenty wymieniają Józefa Lisowieckiego.  

Po drugiej stronie ulicy Franciszkańskiej , naprzeciwko byłego kościoła franciszkanów, znajdował się kompleks budynków po klasztorze oo. Bonifratrów. Obiekt ten nosił numer 78 i był wielorodzinnym domem mieszkalnym. Z dokumentów metrykalnych możemy się dowiedzieć, że budynek ów nazywano: „bonifraterskie”. Po wyjeździe bonifratrów, posesję tę nabył zamojski kupiec Jakub Ehrlich (Ehrlicher). Widnieje on jako właściciel budynku w metryce z lutego 1811 roku. Jednak źródła te wymieniają jeszcze dwóch innych właścicieli (może współwłaścicieli): w styczniu 1811 r. Szmula Glazera (Glasera), a w sierpniu tego samego roku Mosesa Ehrlicha. Szmul Glazer był kupcem galanterii, który mieszkał pod tym numerem z żoną, siedemnastoletnią córką i jej o rok starszym mężem. Rodziny obu współwłaścicieli – Mosesa Ehlicha i Szmula Glazera miały dużo wspólnych cech. Ojcowie rodzin i ich żony byli w podobnym wieku. Obaj mieli dzieci, które wcześnie weszły w związki małżeńskie. Jednocześnie w tym samym czasie oni sami zostali kolejny raz ojcami. W styczniu 1811 r.Szmulowi urodził się wnuk Josef, a trzy miesiące później jego żona powiła syna Chaima. Żona Mosesa Ehrlicha - Dwera urodziła w sierpniu 1811 r. córeczkę Jente. Z Ehrlichami mieszkała również córka rabina z Tysmanic w powiecie Tłumackim, z którą po kilku miesiącach ożenił syn Ehrlicha - Anschel (różnica wieku była spora, bo - jeżeli wierzyć treści aktu małżeństwa - pan młody miał 18 lat, a panna młoda 24) . Można się więc było niedługo spodziewać podobnej sytuacji jak w rodzinie Glaserów. Oprócz mieszkania rodziny Ehrlichów, w budynku znajdowały się lokale na wynajem, a także zajazd „Pod Jeleniem” lub „Pod Karpiem”. W omawianym okresie w kamienicy tej mieszkały również rodziny: kupca Jahara Bodensteina oraz handlarza starzyzną (według ówczesnego nazewnictwa - tandetnika) Majera Bittera. W posesji pod numerem 78 mieszkały nie tylko rodziny żydowskie. Spotykamy tu także urzędnika gminnego: kontrolera zamojskiej kasy powiatowej Fryderyka Lorka. Mieszkał on z poślubioną w 1809 r. żoną, dwojgiem dzieci i matką - wdową po oberlejtnancie wojsk austriackich Jerzym Lorku, która jednakże zmarła na jesieni 1812 . Poza tym, dzięki wspomnianym pamiętnikom Ewy Felińskiej, możemy stwierdzić, że mieszkały tu osoby przebywające w Zamościu tymczasowo. Jak wynika z informacji powtarzających się w wielu metrykach, tu mieszkał także notariusz Bazyli Wysoczański. Tutaj również znajdowała się siedziba jego biura przed przeniesieniem jej do kamienicy Zielińskich pod numerem 8 w Rynku Wielkim.

Idąc od „bonifraterskiego” w kierunku północnym ulicą równoległą do Bazyliańskiej po stronie wschodniej, której nazwa nie pojawia się w aktach, wchodzimy w obszar „żydowskiego miasta”. Wcześniej jednak mijamy kościół ormiański położony obok „placu ormiańskiego”. W treści metryk cywilnych wyraźne wyodrębnia się obszar zwany „dzielnicą żydowską”, „okręgiem żydowskim” lub najczęściej „żydowskim miastem”. Obejmował on swoim zasięgiem kwartały domów ograniczone od południa ulicą Ormiańską, od zachodu – obecnym Rynkiem Solnym, a od strony wschodniej i północnej murami miasta. Numery domów w tej dzielnicy najczęściej odnoszone są do ulicy Żydowskiej. Wymieniane są również: „rynek żydowski” oraz ulica Reformacka wraz z Podwalem Reformackim. Właśnie przy ulicy Żydowskiej mieściły się dwie powtarzające się w wielu metrykach instytucje: łaźnia kahalna i szpital żydowski. Łaźnia kahalna pod numerem 144 była obiektem spełniającym przede wszystkim funkcje rytualne. Jednak w cywilnych księgach metrykalnych znajdujemy adnotacje o czterech porodach i o siedmiu faktach zejścia, które miały miejsce pod tym właśnie numerem między listopadem 1810, a czerwcem 1812 roku. Zmarłymi (z jednym wyjątkiem) były dzieci. Zaskoczenie może budzić fakt, że wśród nich było jedno dziecko chrześcijańskie . W dodatku było to dziecko osoby należącej do elity miasta – lekarza wojskowego lazaretu – Józefa Lisowieckiego. W tekstach metryk można znaleźć trzy różne lokalizacje szpitala żydowskiego, nazywanego również szpitalem dla ubogich. Wszystkie one prawdopodobnie znajdowały się w tym samym kwartale żydowskiego miasta, między obecnymi ulicami: Zamenhofa, Pereca, Bazyliańską oraz Rynkiem Solnym.

Ponieważ we wszystkich tych miejscach pacjenci byli obsługiwani przez te same osoby pełniące funkcje dozorców chorych oraz szkolników , najprawdopodobniej była to ta sama placówka. Jej funkcjonowanie pozostawiło w aktach miejskich 3 akty urodzenia i 32 akty zgonu. Z tekstów tych dowiadujemy się, że do szpitala trafiali prawie wyłącznie Żydzi z Zamościa. Ponad jedna trzecia zapisów o śmierci dotyczy żebraków. Kolejna duża grupa to osoby samotne (wdowy, wdowcy, osoby bezżenne), dla których świadkami zejść byli wyłącznie pracownicy szpitala. Średnia wieku dorosłych osób zmarłych wynosiła 58 lat. Ciekawostką mogą być niektóre zawody osób zmarłych, wśród których figuruje m.in. urlopowany żydowski żołnierz z armii austriackiej i literat. Świadkiem, którego podpis widnieje najczęściej pod tekstami metryk USC w Zamościu, był w badanym okresie Israel Stern. Był to służący gminy żydowskiej, po hebrajsku zwany szamesem, a po polsku szkolnikiem.W gminie żydowskiej było kilku szkolników i istniał między nimi podział obowiązków . Najwyraźniej zgłaszanie urodzin i zgonów w urzędzie stanu cywilnego przypadło w udziale Sternowi, gdyż na 521 zapisanych w aktach USC wydarzeń dotyczących tej grupy etnicznej, jego podpis widnieje pod 7 metrykami urodzin i 125 metrykami zgonów. Stern występował w roli świadka podpisującego się pod aktem nie tylko wówczas, gdy nie było nikogo z rodziny lub znajomych, ale także wtedy, gdy osoby występujące przed urzędnikiem uważały nowe procedury świeckiego państwa za sprzeczne z wyznawanymi zasadami religijnymi. Na istnienie takich postaw mogą wskazywać przytaczane przez pisarza słowa jego żydowskich petentów: w dzień ciągłych świąt Kuczek podpisywać im się nie godzi, ojciec oświadczył że obrzęd żałobny zabrania mu podpisywać, w dzień szabasu popisać się im nie godzi. Samego Sterna dotyczy tylko jedna metryka sporządzona na okoliczność zgonu jego dwuletniego syna.

Pod numerem 184 przy ulicy Reformackiej, w zabudowaniach po klasztorze reformackim zajętym przez wojsko na magazyn składowano żywność. W budynku znajdowało się mieszkanie magazyniera – Antoniego Majewskiego, którego oficjalne stanowisko brzmiało: distributor magazynów żywności wojskowych. Mieszkał tam razem z żoną, a w listopadzie 1812 r. urodził mu się syn. W mieście pracowało jeszcze czterech innych „distributorów” wojskowych magazynów żywności oraz kontroler magazynów. Wszelkie adnotacje dotyczące występowania tych osób w roli uczestników wydarzeń zapisanych w księgach metrykalnych przypadają na późną jesień 1812 roku.

Z klasztorem sąsiadował gmach Akademii. Był on drugim co do wielkości miejscem zakwaterowania żołnierzy. Jak wynika z analizy 26 metryk odnoszących się do tzw. „koszar Akademii”, w budynku zostali rozlokowani żołnierze i podoficerowie 13. Pułku Piechoty wraz z rodzinami. Zachowane zapisy metrykalne dotyczą niemal wyłącznie urodzin i zgonów dzieci ze związków z wojskowymi. W rozpatrywanym okresie w murach Akademii urodziło się jedenaścioro, a zmarło sześcioro dzieci. Tak więc, dzięki informacjom z metryk, surowy wizerunek koszar zostaje w wyobraźni czytelnika metryk nieco złagodzony obecnością gromadki dzieci bawiących się między salami żołnierskimi wśród sznurów rozwieszonych na korytarzach pieluch. Jedynym cywilem, który zmarł w koszarach Akademii był człowiek przy fortyfikacyi robiący z imienia i nazwiska niewiadomy.

Nieco na zachód od korpusu Akademii znajdowała się Brama Lubelska, w pomieszczeniach której mieszkał jej stróż wraz z rodziną. Dowiadujemy się o tym z aktu zgonu czteromiesięcznej Marianny Tokarskiej, córki wyżej wspomnianego stróża Michała Tokarskiego mieszkanie z Warszawy obierającego. Czy to znaczyło, że pochodził on z Warszawy? W tekstach metryk znajdujemy również wzmianki o obiektach poza murami miasta. Jednak pisarz ogranicza się tu tylko do podania numeru i nazwy przedmieścia, co utrudnia dokładne określenie ich położenia.

Na Lwowskim Przedmieściu znajdował się dom skarbowy Państwa Ordynacji, a także folwark jejmość pani Tekli Bidermanowej, którym zarządzał i w którym mieszkał Franciszek Turczyński. Córka Tekli Bidermanowej, Elżbieta, wyszła za mąż za lekarza Jana Wodnickiego, pełniącego funkcję fizyka powiatu zamojskiego i zwanego także na modłę francuską urzędnikiem zdrowia klasy pierwszej powiatu zamojskiego i tarnogrodzkiego. Jan i Elżbieta Wodniccy mieszkali przy Rynku Głównym w kamienicy pod numerem 20, która do nich należała. Po spaleniu przedmieść Zamościa w trakcie przygotowań do szturmu w maju 1809 roku, znacznie się skurczyła ilość domów. W 1810 r. na jeden dom przypadało 13 osób. Życie pulsowało wszędzie tam, gdzie był dach nad głową. O fakcie urodzin w rzeźni doniósł urzędnikowi stanu cywilnego w czerwcu 1812 r. ojciec dziecka Mozes Engelstein, zatrudniony jako posługacz w tymże szlachthusie na Lubelskim Przedmieściu. Na terenie cygielni ordynackiej mieszkała wdowa po zmarłym w lutym 1811 roku rzeźniku Franciszku Kozakiewiczu. Kozakiewiczowa, odnajmująca dotąd z mężem mieszkanie pod numerem 20 na Przedmieściu Szczebrzeskim, po jego śmieci przeniosła się na teren cegielni. Tam zmarł jej ośmioletni syn. Uważna lektura aktów metrykalnych pozwala natrafić na ślady wielu takich ciągów rodzinnych nieszczęść. W nazwach miejsc zapisanych w aktach odnajdujemy wiele śladów przeszłości. Na przykład na Przedmieściu Lwowskim znajdował się budynek zwany domem Ittarego. Czyżby chodziło o własność któregoś z braci Ittarów: Henryka - architekta i jednego z uczestników „słynnego turnieju klasyków” lub Benedykta - nauczyciela rysunku i architektury praktycznej w liceum zamojskim? Obaj opuścili Zamość w 1809 roku, ale tradycyjna nazwa domu mogła pozostać w pamięci jego mieszkańców. Podobnie mogło być z pocztą na Lubelskim Przedmieściu, gdzie w lipcu 1812 roku zmarł rolnik ze wsi Hyrża. Trudno powiedzieć, czy poczhalteria Burharda jeszcze wówczas funkcjonowała przy starym trakcie lubelskim, czy już została przeniesiona w obręb murów. Budynek zachował się do 1908 roku, więc jeszcze długo po przeniesieniu mógł być zwyczajowo nazywany „pocztą”. Informacje składające się na treść metryk pochodziły z wiedzy spisującego je urzędnika stanu cywilnego i osób przynoszących mu informacje o zaistniałych zdarzeniach demograficznych. Zatem dzisiejsze odczytywanie obrazu miasta z aktów metrykalnych daje unikalną okazję do spojrzenia na Zamość przez pryzmat potocznej świadomości jego ówczesnych mieszkańców. I chociaż trudno o kompletną rekonstrukcję dawnego obrazu miasta wyłącznie w oparciu o same metryki, to jednak zamojskie księgi cywilne urodzeń, małżeństw i zejść z lat 1810-1812 są inspirującym źródłem wiedzy służącej przy bliżeniu realiów świata, w którym powstały.

 

Autor:  Paweł Kulikiewicz; cały artykuł został opublikowanych w
czasopiśmie "Archiwariusz Zamojski 2011" dostępnym na:

 

Skomentuj artykuł
Bardzo ciekawa lektura. Przydałyby się takie informacje również z innych polskich miast.
2012-12-10 13:07:11 (13 lat temu)
 
do ZPKSoft: Przyznam, że przyjęta metodologia była dla mnie zaskoczeniem. Nie sądziłem, że tyle wiedzy można czerpać z ksiąg metrykalnych. Zdarzało mi się przeglądać kościelne księgi, ale jak autor zauważył ilość zawartej tam dodatkowej wiedzy jest znikoma. W zapisach "napoleońskich ksiąg" jak widać można doczytać się wielu interesujących informacji.
2012-12-10 16:49:54 (13 lat temu)
  
do Wiesław Smyk: Bo kiedyś więcej się pisało w takich księgach, wpisywanie szlachectwa czy zawodu było niejako obowiązkowe. A niedługo będą tylko pesele i NIPy :)
2012-12-10 16:55:30 (13 lat temu)
   
do ZPKSoft: ... a i określenia zawodów są przepiękne - "urzędnik zdrowia klasy pierwszej powiatu zamojskiego i tarnogrodzkiego" albo "froter ordynacki." Ten ostatni jak rozumiem zajmował się froterowaniem pałacowych podłóg :)
2012-12-10 17:07:12 (13 lat temu)
    
do Wiesław Smyk: Zawody miały ładnie brzmiące określenia i na dodatek wyraźnie wskazujący na rodzaj pracy. Teraz aby nie obrazić mamy "konserwator powierzchni płaskich" czyli sprzątaczka.
2012-12-10 17:11:05 (13 lat temu)
     
Na mapie naniesiona ulica Ślusarska to faktycznie Stolarska. Ulica Ślusarska była równoległą do Stolarskiej, jej nazwy nie ma na tej mapie. Obecnie dawna Ślusarska to obecnie Żeromskiego wzdłuż Rynku Wodnego, a dawna Stolarska to obecnie Staszica wzdłuż Rynku Wielkiego.
2013-02-08 18:28:42 (13 lat temu)
 
Na prośbę autora artykułu, która została przysłana na skrzynkę fotopolską, proszę o dodanie noty o autorze (mnie coś nie wychodzi):
autor: Paweł Kulikiewicz; cały artykuł został opublikowanych w
czasopiśmie "Archiwariusz Zamojski 2011" dostępnym na:

2013-02-13 22:20:39 (13 lat temu)
 
do Danuta B.: Umiejscowienie ulic Stolarskiej i Ślusarskiej wynika jednoznacznie z planu Zamościa z 20.XII.1825 r. "Plan des Projects des Fortificationes sur la place ZAMOŚĆ", którego oryginał znajduje się w zbiorach kartograficznych AGAD-u.
2013-02-28 22:36:24 (13 lat temu)
  
Kontakt do administratorów strony Fotopolska.Eu: | Regulamin serwisu: https://fotopolska.eu/2,artykul.html
© Copyright 2012 Neo & Siloy
Kolokacja serwerów Amsnet
Ostatnio przeglądane: świtezianki olsztyn ostróda z oddali ostróda z oddali ostróda z oddali ostróda z oddali żytelkowo suchcice Gdańsk ul. Politechniczna Gdańsk ul. Politechniczna 4 Gdańsk ul. Politechniczna 4 al. rubisnteina Reduta Gdańsk piaski piaski piaski piaski fajsławice wrocław wrocław Dolne Miasto Gdańsk Dolne Miasto Gdańsk Dobrzeń Wielki Dobrzeń Wielki katowice jaracza żoliborz pałac poznańskiego toruń toruń Jan Zamojski cyrk cyrk pałac poznańskiego cyrk cyrk Katowice, rolna 8a