27.04.2026 - zamówione 2 dyski SSD GOODRAM CX 400 2TB za 1698 zł - kończy nam się miejsce na dyskach SSD 460 GB (zostało 15 GB wolnego miejsca). Na tych dyskach są m.in. system operacyjny, kafelki mapy i miniatury zdjęć. Dyski będą w czwartek, w majowy weekend przeniosę na nie wszystkie dane. W maju lub w czerwcu kupię dyski HDD ~ 20 TB i przeniesiemy tam dane z dysków 3 TB (oprócz tego mamy 2 x 12 TB w RAID 1 od Esskiego).
| zapomniałem hasło | nowe konto | dodaj zdjęcie
Mapa
Nieistniejące
Komentarze Kresy Kresy + Polska Panoramy Pomoc
Więcej (35)
Najbliższe obiekty nieistniejące
Holzmarktstrasse 44
19
m
Stargard
Breitestrasse 15
31
m
Stargard
Holzmarktstrasse 45
31
m
Stargard
Breitestrasse 19
35
m
Stargard
Holzmarktstrasse 43
41
m
Stargard

Za wpłaty ze zrzutka.pl oraz cegiełek kupione zostały:

  • Dyski twarde Seagate Exos X22 20TB x 2 = 2500 zł
  • Router TP Link Archer X55 AX3000 = 277 zł
  • Serwer plików NAS QNAP TS-673A-8G = 4677 zł

Przeznaczenie: kopie zapasowe strony (obecnie wykonywane są ręcznie na domowym komputerze)

zdjęcie 1 zdjęcie 2 zdjęcie 3

wczytywanie danych...

Holzmarktstrasse 1

Obiekt obecnie nie istnieje
Zlikwidowano: 1945
Dawniej: Holzmarktstrasse 1
  • 1900r. Nauck & Wienecke, sklep z tytoniem                                                                                                   
  • 1900r. H. & R. Reglin. Instalacje hydrauliczne i gazowe. (W.S)

Mieszkańcy zameldowani przy Holzmarktstrasse pod numerem 1 w roku 1937 r

  1. (Właściciel. Hente Paul, dentysta.)
  2. Dr. Becker Arthur, lekarz. Telefon 2867.
  3. Freisleben Werner, kapitan Telefon 2860.
  4. Funte Hans, cukiernia. Telefon 2068.
  5. Gutte Karl, emeryt.
  6. dr Koehler Georg, specjalista chorób skóry i dróg moczowych. Tel. 3050.
  7. Langer Käthe, sklep ze zdrową żywnością. Telefon 2288.
  8. Langer Mar, porucznik A. D Telefon 2288.
  9. *Miehle Sklep muzyczny i radiowy*. tel. 3120.*
  10. Rauer, sklep pościelą i sprężynami do łóżek (oddział). Telefon 3098.
  11. dr Werner Gerhard, prawnik i notariusz. Telefon 2119. (W.S)

*Koniec II wojny światowej w Stargardzie. Relacja Oskara Mielke z Holzmarktstraße 1 w Stargardzie na Pomorzu ze sklepu z radiem, muzyką i elektroniką.

"Kiedy moja żona wyjeżdżała ciężarówką ze Stargardu 13 lutego 1945 roku z 2 córkami i 3 małymi dziećmi w wieku od 4 miesięcy do 2,5 roku, nie myśleliśmy, że zobaczymy się dopiero po 6,5 miesiąca w tak zmienionych okolicznościach . Została ze mną moja 72-letnia mama, później nie udało nam się jej odnaleźć. 18 lutego 1945 roku na Hindenburgstrasse (Czarnieckiego) spadły pierwsze bomby. Następnego ranka chciałem położyć worki z piaskiem na kratach przed oknami naszej piwnicy - bardzo się tym martwiłem. Kiedy szukałem czegoś w mieszkaniu, przez otwarte okno usłyszałem bitwę powietrzną. Nie było syren i ostrzeżenia o ataku z powietrza. Nagle mocne uderzenie! Lecą na mnie drzwi, obrazy, kawałki szkła i zaprawa z sufitu. Chowam się za pianinem, a potem zbiegam po schodach do piwnicy. Potem nasza dzielnica była bombardowana przez 1,5 godziny – obrony już nie ma. Około 30 bomb spadło w bezpośrednim sąsiedztwie i uderzyło w 8 okolicznych domów. Jedna z pierwszych bomb spadła bezpośrednio przed dom obok, 3 m od mojego mieszkania, miażdżąc znajdujący się tam schron przeciwlotniczy i zabijając szukających schronienia. Tam, gdzie chciałem położyć worki z piaskiem, leżał martwy Polak, który przejeżdżał z ręcznym wózkiem. 

Drugie bombardowanie miało miejsce wieczorem około godziny 19.00, a kolejne około 23.00. Lotnicy mieli dobre oświetlenie celu, ponieważ płonęło kilka sąsiednich domów. Nasz dom, Breitestrasse 25, (Ulica Pocztowa między nr 8 i 6) został trafiony bezpośrednio w bok kamienicy na pierwszym piętrze. Pokój obok naszej jadalni został zmieciony wraz z pokojami poniżej należącymi do gospodarza - ślusarza Zastrowa. W ciągu następnych kilku dni ciężkie bombardowania następowały prawie codziennie, głównie późnym wieczorem lub w nocy. 3 marca miasto zostało zbombardowane artylerią. Kilka dni wcześniej pożyczyłem znajomemu sierżantowi na jeden dzień mój drugi naprawiony samochód, ale on powiedział mi, że nie może się przedostać z powodu ostrzału artyleryjskiego, samochód był zaparkowany przy wyjeździe z miasta na Jobststrasse (Piłsudskiego). Ostrzał trwał do wieczora i momentami był tak silny, że nikt nie odważył się opuścić schronu.

Dostałem wózek z poczty i postanowiłem wywieźć mamę z niezbędnym bagażem za miasto, chciałem jechać w kierunku Maszewa lub Żarowa, nad Zalew Szczeciński. Rankiem 4 marca 1945 r., kiedy przedzierałem się przez gruzy Breitestrasse, (w tamtym czasie ul. Złotników i Pocztowa) około 100 m od piwnicy i rogu ulicy pocztowej, z mamą załadowaną, z trzech stron nadeszli Rosjanie. Nie potrafię opisać uczucia bycia zdanym teraz na ich łaskę. Pierwsze pytanie brzmiało: „jaki czas?” tzn. która jest godzina? Kiedy Zastrow, który był z nami, nie zrozumiał, żołnierz powiedział: „Godzina”. Zegarek odebrano mu natychmiast. Szybko więc zdjąłem z łańcuszka złoty wiosenny zegarek i schowałem go do spodni. Kiedy poprosili mnie o zegarek, powiedziałem po polsku: „Drugi już go ma”. Wyjaśniliśmy im, że mieszkamy tutaj w gruzach i odesłali nas z powrotem do "domu". Z Pyritzerstrasse (Mieszka I) przed dom przybyło jeszcze dwóch Rosjan. Zbesztali nas, bo nie zatrzymaliśmy się, kiedy nas zawołali. Nie mieliśmy pojęcia, że ​​Rosjanie nadciągali ze wszystkich stron. W nocy nie padły żadne strzały, a teraz Rosjanie byli wszędzie! U nas i w okolicznych domach zakwaterowano grupę najeźdźców, a ich pojazdy znajdowały się na ulicy.

Musieliśmy otworzyć nasze walizki, a oni zabrali, co chcieli, latarkę, alkohol itp. Zabraliśmy resztę naszych rzeczy z powrotem do piwnicy. Pierwszy dzień minął spokojnie. Drugiego dnia rano przyszli Rosjanie i cywile i musieliśmy iść z nimi jeszcze w piżamach do piekarni Möricke na górnej Breitestrasse (ul. okolice Złotników blok nr 4). Pilnowano nas, a potem do domu dr. Hannemanna i zamknięto nas w piwnicy do godziny 12:00 w nocy i tam trzymano. Starych zwolniono, młodych zatrzymano. Kiedy dotarliśmy znowu do piekarni Möricke, druga strona ulicy płonęła. (obecne bloki gdzie jest sklep Agrofirmy Witkowo). Kiedy szliśmy do domu przez Breitestrasse (Złotników) o 1:00 w nocy, ogień rozprzestrzenił się już na Holzmarktstrasse (Łokietka). W dużym budynku gospodarczym naprzeciwko poczty (szary zamek) płonęła już moja duża piwnica sklepowa służaca za magazyn, która znajdowała się pod moim sklepem i w której trzymałem wszystkie kosztowności, myśląc że tam będą bezpieczne. Zobaczenie tego było dla mnie ciężkim ciosem, ponieważ nie zostało już nic do uratowania.

Następnego dnia Rosjanie po raz pierwszy weszli też do piwnicy. Szukali głównie sznapsów i wyrobów tytoniowych. Wszystko zostało splądrowane. Walizki, które nie otwierały się od razu, były rozcinane, wszystko wyrywane, a w końcu walizki szeroko rozdeptywane stopami. Staraliśmy się wszystko naprawić i przywrócić do porządku. Wszyscy byliśmy zamknięci w mojej piwnicy, obie młode kobiety wyciągnięto i zgwałcono. Przez 2 tygodnie, około 20 żołnierzy przychodziło codziennie. Przynosiliśmy sobie wrzątek z Iny i ​​mieszkaliśmy tylko w piwnicy. Mieszkanie na podwórku dało się jakoś zagospodarować, był wśród nas szklarz, dzięki czemu cztery starsze kobiety wprowadziły się na górę. Po 14 dniach, w 2. niedzielę po okupacji, oficer z 6 mężczyznami przyszedł wcześniej, aby przeszukać piwnice w poszukiwaniu radioodbiorników. Wszystko zostało ponownie rozdarte, nic nie znaleziono. Oficer uderzył mnie i Zastrowa i złośliwie wyzwał nas od szfabów. Poproszono nas o wejście na górę, znowu tylko w bieliźnie nocnej. Nie mogłem zabrać ze sobą kurtki, były w niej pieniądze i portfel z dokumentami. Na ulicy było 20 mężczyzn z pistoletami maszynowymi, kazano nam podejść tyłem, a za nami stało dwóch żołnierzy. Potem przemarsz przez miasto, został wstrzymany, kilku ludzi poszło oczyścić inne domy, my czekaliśmy z innymi. Dali do zrozumienia, że ​​zostaniemy rozstrzelani, co doprowadziło mojego towarzysza Zastrowa do rozpaczy. Ja sam byłem przygotowany na wszystko, byłem internowany z Polakami mieszkającym tutaj po pierwszej wojnie światowej i miałem zostać rozstrzelany, bo miałem ukrytą broń na osiedlu.

Po półtorej godziny wylądowaliśmy na Luisenplatz (ul. Gdańska), rozbiliśmy godzinny obóz na Ihnabrücke (most na rzece Inie) i godzinę na drugim końcu placu. Starszy, przystojny major podszedł do mnie i zadał mi różne pytania, na które byłem w stanie odpowiedzieć po polsku. Kiedy wrócił nasz oficer gwardii, major rozmawiał z nim i po jakimś czasie zostaliśmy zwolnieni. W drodze do domu żołnierz zmusił nas do pchania motocykla do warsztatu na Jägerhof (prawdopodobnie ul Płatnerzy). W drodze do domu znaleźliśmy piłę do metalu i łopatę i zabraliśmy je ze sobą, aby wyglądało, jakbyśmy przybyli z pracy. Nasze ostatnie rzeczy w piwnicy zostały ponownie splądrowane, a moje ostatnie kosztowności zostały skradzione. Nadal mieliśmy schowane w ciemnym kącie ziemniaki i jajka. Kiedy je zjedliśmy, niektórzy żołnierze przyszli ponownie, chcieli wiedzieć, gdzie są jajka, a potem powiedzieli nam, że ukrywamy się w piwnicy, ponieważ inni niemcy są na górze. My też musieliśmy iść na górę, inni żołnierze znowu przekopywali piwnicę. Młoda kobieta założyła chustę, żeby wyglądać starzej. Jeden odsunął ją od niej i zobaczył jej twarz. Teraz byliśmy z 4 mężczyznami w drodze. Poproszono nas o przybycie do centrali. Ponieważ nie miałem już żadnych dokumentów, miałem dostać nowe dokumenty. Kiedy mijaliśmy Adolf Hitler Platz (Plac Wolności) Rosjanie grzebali tam swoich zmarłych towarzyszy. Zatrzymywano nas, pytano dokąd jedziemy i zaprowadzono na Jobststrasse (ul. Piłsudkiego), gdzie stacjonowała ich formacja, gdzie też po kilkugodzinnym oczekiwaniu przesłuchiwano nas, zabrano nam wszystko i zamknięto.

Nie miałem żadnych dokumentów i zostałem nazwany "kapitalistą". Następnego ranka zwolniono najstarszego z nas, dozorcę budynku przy Holzmarktstrasse 1, po południu szklarza Meyera, a następnego dnia mistrza ślusarskiego Zastrowa. Pojechali do pracy. Wyraziłem chęć ponownego przesłuchania i miałem nadzieję, że zostanę zwolniony. Dopiero po południu trzeciego dnia komisarz przesłuchał mnie z tłumaczem. Ponieważ nie chciałem i mogłem się przyznać, że zostałem w mieście pozostawiony przez Hitlera jako szpieg, wysadzający dla niego mosty itp., zostałem dotkliwie pobity, uderzony pięściami w brzuch i w głowę. W środę rano formacja była gotowa do marszu. Zostałem ponownie przesłuchany przez komisarza i rzekomo dlatego, że nie chciałem mówić prawdy, zabrany z nimi. Pojechał samochodem do oddalonych o 25 km Dolic. Gdy tam dotarłem, zostałem przesłuchany najpierw przez tych dwóch ze Stargardu, potem przez dwóch innych z Dölitz, bo nie chciałem się nadal przyznać, że dostałem od Hitlera zlecenie podpalania zagród itp. za co przez wszystkich byłem. Piąty rosyjski żołnierz, który dobrze mówił po niemiecku i polsku, też się znęcał nademną i mówił, że ma rozkaz zastrzelenia mnie, jeśli nie powiem prawdy. Postawił mnie pod ścianą w dużym pokoju i wycelował we mnie. Potem zaprowadził mnie do piwnicy i ponownie wymuszał przyznanie się do winy, bo jeśli tego nie zrobię to inaczej musiałby mnie zastrzelić. Postawił mnie z powrotem pod ścianą i wycelował we mnie, pytając "z kapeluszem czy bez?". To było dla mnie za dużo i zawołałem po polsku: „Nieważne – prędko – strzelaj!” Potem on zawołał po polsku: „Psia krew się nie boi”. Cele dzieliłem z 6 Polakami i Niemcami w piwnicy.Tam leżałem bez koców, tylko na słomie, zupełnie wyczerpany, bardzo zmarznięty.Nazajutrz rano mnie wypuszczono.Miałem "jechać do domu". (Wojtek W.S)

proszę czekać...
Pokaż na mapie
Zdjęcia
Pokaż wszystkie | Ostatnio dodane
Holzmarktstrasse 1 na innych zdjęciach
Przedmioty związane z Holzmarktstrasse 1
Obiekt na mapie
Kontakt do administratorów strony Fotopolska.Eu: | Regulamin serwisu: https://fotopolska.eu/2,artykul.html
© Copyright 2012 Neo & Siloy
Kolokacja serwerów Amsnet
Ostatnio przeglądane: Komuny duńska Królowej Śniegu ustron czantoria JASTEW słodownia lublin olesno olesno Komuny dworzec dworzec Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu brama brama warszawa bitwy warszawskiej POLNA 1 Na Niskich warszawa górecka Malbork Malbork Prudnik Prudnik grabiszyńska Kopiec Powstania Żochowski Żochowski Świeradów Zdrój ul. Piłsudskiego Nowe Żerniki to kosmos huta warszawa kużnicza piłduskiego nasz dom hel hel Bydgoszcz