No no, to nie wiedziałem, że ta kapliczka jest w tak opłakanym stanie, ciekawe, czyją jest własnością? Od tego chyba zależy jej los, a może jest wpisana do rejestru zabytków?
Ale nie o tym chciałem, otóż w latach 70 i 80tych, w tej kapliczce było "normalnie", czyli obrazy itd. a zwyczaj cieszyński powodował, że zawsze były tam świeże kwiaty, zaś jako wazony widziałem tam kiedyś 2 piękne starocieszyńskie kufle z namalowanym - już nie pamiętam - Zamkiem? Rotundą? Miały odchylane metalowe wieczko. Zawsze mi się marzyło spotkać kogoś, kto zmienia tam wodę i odkupić od niego te kufle, ale nigdy do tego nie doszło, nawet nie wiem, czy zrobiłem tym kuflom zdjęcie, może tak, ale czy je kiedyś znajdę?
LSR to jak Festung podał znaczy tyle co Luftschutzraum - schron przeciwlotniczy, jednak czasem na budynkach mogą występować inne formy tego skrótu takie jak: LS-Raum, bądź LSR-Hof. Rzadziej spotykane to LSK (Luftschutzkeller) Keller - piwnica.
do Neo[EZN]: W PRL myśmy bobrowali w ich sklepach, a teraz oni w naszych. Tylko że wtedy na nasze pytania o cokolwiek ekspedientki czeskie czasami mówiły: Toho to nemame, nejsoł, nebude. To były inne czasy.
do Stenek: W Nachodzie - 3 km od Kudowy Zdroju - to np. w sklepie z ciuchami dla dzieci na stałe był w połowie sklepu powieszony sznurek z jakąś zakazującą kartką. Pepiki wiedziały o co chodzi i podchodzili pod sznurkiem - jak Polak chciał to go obsobaczano. "Przyjaciele".
do Dariusz Milka: Nie ma się co oburzać, taki był efekt gospodarki socjalistycznej. Przemysł miał kłopoty z wyprodukowaniem dostatecznej ilości produktów dla rodzimego popytu, a tu jeszcze przyjeżdżali Polacy, którzy własną gospodarkę mieli w pełnym rozkładzie, i połowę wykupywali.
do WW: Takie to były czasy, tak ludziom w głowach mieszano, że czasem nawet nie potrafili zachować choćby odrobiny kultury wobec innych, także z innych państw. Ale wystarczyło mówić płynnie po angielsku czy niemiecku i juz niektórym kultura "wracała" - dotyczy państw demoludów, nie tylko Czech. Pamiętamy inne ceny np. za hotel dla osób krajowych i zagranicznych
do Stenek: Pod tym względem to chyba nikt nie mógł się równać z ZSRR. Tam "inostrancy" byli wyższą kategorią ludzi. A jak już się miało paszport służbowy (były takie w PRL) to można było poza kolejką kupić bilety do atrakcyjnych miejsc a nawet udało nam się czekać tylko 5 godzin do Mauzoleum Lenina - bo wpuszczono nas zaraz po wycieczkach "kapitalistów".
do Dariusz Milka: Bo u nas nic nie było, więc nie wykupowali - proste. A negatywne nastawienie wynikało z różnic w rozwoju cywilizacyjnym - tak samo jak nasze wobec Ukraińców czy Węgrów wobec Rumunów.
Mam niepotwierdzone informacje (z zasłyszenia z młdości), że w miejscu Juwenii był przed wojną zakład dziewiarski rodzziny Lewińskich, mieli oni sklepy odzieżowe przy ul. Głębokiej, wówczas arcyksiężnej Stefanii. Czy ktoś może to potwierdzić? Wiem na pewno, że do Lewińskich należał ten duży dom przy ul. Przykopa 16A.
więc organizowano tam takie poranki filmowe dla dzieci, puszczano z małego projektora filmy rysunkowe dla dzieci, były jakieś słodycze, herbata, często tam chodziłem, tam na 1 piętrze była duża "balowa" sala, z wiszącą u sufitu kulą oblepioną tysiącem małych lusterek, która potem była atrakcją dyskotek. Okna tej sali wychodziły na ogród widoczny po lewej stronie zdjęcia z tego linku. Oczywiście organizowano tam też Andrzejki, Mikołaja itp. - głównie dla pracowników Juwenii oczywiście, ale tato tam kogoś znał i mnie też zapraszali
do Arkadiusz K. (Arro): Doczkej, tuż jakusz na strażnicy? Na moście Wolności czy na małym przepustkowym? Dy tam żodyn nie mieszkoł ino finance robili swojóm robote
do Stenek: Strażnica WOP Cieszyn przez ok 15 miesięcy domem moim była. Służba - od mostu technologicznego podczas budowy mostu przejścia granicznego Cieszyn Boguszowice, przez most kolejowy, aż za kemping Olza...
do Arkadiusz K. (Arro): No pieknie - to mómy tu żołnierza byłych Wojsk Ochrony Pogranicza. Był taki czas, bodajże lata 90-te, gdy żołnierze byli na granicy pozornie niewidoczni, ale chodzili w cywilkach i tylko czasem wprawne oko kogoś, kto zaliczył służbę wojskową, tak jak moje, wyłapywało w tych osobach strażników granicznych. Nosili albo pistolety maszynowe (czeskie???) albo małe Kałachy, te z metalową, składaną kolbą
do Stenek: Zołnierze ówczesnych Wojsk Ochrony Pogranicza pełnili służbę na przejściach granicznych (pluton obsługi Batalionu WOP CIeszyn)) oraz wzdłuż granicy na posterunkach i w patrolach (Strażnica WOP CIeszyn). Posterunki obsadzone były przez umundurowanych żołnierzy ze strażnicy. Natomiast żołnierzy w cywilkach (wyposażonych w broń krótką) z drużyny niemundurowej - ze strażnicy - spotkać można było zarówno spacerujących wzdłuż Olzy jak i w centrum miasta.
Moja "współpraca z ludnością cywilną" polegała na graniu koncertów i zabaw po miejscowościach od Jaworzenki aż po Paczków ,czyli na całym odcinku granicy obsługiwanym przez GB-WOP.Chodziło o to aby cudzy człowiek wypytujący o granice,wojsko czy patrole był odrazu jak sie mówi "zakablowany" do placówki WOPu.Myśmy im grali a oni kablowali.
do czesil: Na dyć ta galandra je przeca ganc cieszyńsko! Tako samo isto była kole Zamku. Ale kaj to może być? Dej Czesil cosi do podpowiedzi, bo mi sie jyny kojarzy Frysztacko, ale isto to ni to
do Stenek: No i możne, że to je na Al. Łyska, w pobliżu kajaków i tych tam mostków, kaj teraz zrobili to nowe rondo, a to wzgórze, to by było jak się z Łyska patrzy na wyrch, na Błogocką?