Ulica w dzielnicy Psie Pole, biegnąca wzdłuż odrzańskiego Kanału Różanka i prawego brzegu Odry Północnej, łącząca mosty Osobowickie z osiedlami Osobowice ...
do Mateusz: Myślę ze zakopywania.Po wojnie mieszkańcy Rędzina go wymacali i przy pomocy walajacej się wszędzie amunicji próbowali rozmienić na drobne i do punktu skupu oddać.Oddaliśmy do NRD uszkodzony takim wybuchem.
do Dürgoy Marcin : Zawęziem datowanie - pomnik odnaleziono i odkopano w 1947 roku. Pomnik poszedł na złom a "odkrywcy" ponoć legitymowali się sfałszowanym zezwoleniem na wydobycie przetopienie pomnika. Ogólnie teorii i legend na temat losów pomnika jest kilka ale data wydaje się wiarygodna bo znajduje potwierdzenie w archiwach Wojewódzkiego Wydzialu Kultury i Sztuki, gdzie odnotowano fakt odnalezienia pomnika w tym czasie.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: lit.
A to ciekawe- ograniczenia Traktatu Wersalskiego zabraniały Niemcom jakieś mrzonki o froncie i żołnierzach, a także szkoleniu się w jakichś cywilnych, dla zmyłki organizacjach.Armia "Republiki Weimarskiej"- a tu mamy jeszcze jej czas nie posiadała armii z poboru, tylko 200 tyś. żołnierzy łącznie.Chyba że to jacyś weterani z I WŚ. ale są za młodzi 12 l. po wojnie.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: litery
Brama po lewej ta zamknieta była wejściem na cmentarz.Szłosie prosto po lewej stronie czerwonego budynku .a za dzisiejszym płotem cmentarza była kaplica
do Vojtech Csernók: Ciekawe czy też kolor był ceglany czy budynek był pomalowany na biało (albo inny jasny kolor)? Na tym zdjęciu ciężko to stwierdzić - budynek i mur wyglądają na pomalowane ale klisza mogła być czuła na czerwień i wtedy efekt byłby taki jak na zdjęciu.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: Dod.
do Wacław Grabkowski: Grunt, że skończył w jedynie słusznym miejscu, czyli w piecu hutniczym - tyle naszego za I rozbiór ;-) A histora tego pomnika - choć wcześniej znana i opisana - ale urwana na FP - także jak ktoś zainteresowany, to sobie doczyta teraz i tutaj.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: lit.
Ciekawe jak się tej pani udało zostać w polskim Wrocławiu? (chyba, że przesiedlono ją do Niemiec i chciała żeby ją pochowali z siostrą) 69 lat w niemieckim Wrocławiu a później życie w tym samym miejscu ale tak jakby w innym mieście...
Wielu Niemców pracowało w elektrowni,gazowni,MPK czy wodociągach długo po wojnie.Dobrze pamietam Niemkę która zapalała lampy gazowe na mojej ulicy,woźną ze szkoły panią E. pracownicę PTWK iwieke innych osób które często kaleczyły w mowie język polski.Naszymi śąsiadami były Czeszka i Węgierka które po wojnie zostały we Wrocławiu ze swoimi polskimi wybrankami.
do Columba livia: Zastanawia mnie, czy ten grób jest w jakiś sposób chroniony przed likwidacją... Było jeszcze klika innych, ale już zostały zlikwidowane.
do ZPKSoft: Tak znałem.Mieszkaliśmy na Skrajnej a bracia babci pracowali w PTWK.Jeden na Zwycięskiej a drugi w totalizatorze na Bogusławskiego.Myślę że nadal w kosciele na Kasprowicza są nabożeństwa w języku niemieckim raz w miesiącu.Jak pamiętam to w tych nabożeństwach uczestniczyło dużo niemieckojęzycznych kobiey.
do ZPKSoft: Pani Erna mieszkała na Jeździeckiej.Przypomniała mi się druga Niemka która pracowała na wyścigach a mieszkała na Klecinie.Jak dobrze pamiętam miała na imię Inga.
do Dürgoy Marcin : Miałem kolegę na studiach z rodowitej, wrocławsko-niemieckiej rodziny. Mój ojciec miał jednego z lepszych kolegów - Niemca, który wraz z rodziną został po wojnie we Wrocławiu. Wyjechali dopiero gdzieś w latach 60-tych do RFNu.
do sebasr: Pan Stefan kolega mojego ojca miał żonę Niemkę z Łodzi.Wdowa żyje.Mieszka we Wrocławiu.Mój kolega" Gucio"urodzony w 1956r.był synem Austiaka pracującego do połowy lat 60-tych w gazowni na Tarnogaju.