29-30.04.2026 - synchronizują się dane między starymi (0,5TB) a nowymi (2TB) dyskami SSD, w czwartek mogą występować chwilowe przerwy w działaniu strony (trzeba będzie wyciągnąć stare dyski i w ich miejsce włożyć nowe oraz sprawdzić uruchamianie serwera).
Podmiana + autor + korekta datowania. Pocztówka w nie najlepszym stanie, ale poprzednia wersja chorowała na pikselozę. Bedzie lepszy egzemplarz, to jeszcze raz zamienimy.
do PEŻ: Skąd tak trafnie ( i na jakiej podstawie ) korygujesz te pocztówki ? Jestem pełen podziwu, gdyż co do autek nie mam zastrzeżeń. Ostatnia po prawej - niebieska syrena z bagażnikiem ,,pociągniętym" do zderzaka - dziś po ponad pół wieku osiąga kosmiczne ceny, a maniacy wyławiają ich na prawdę agonalne egzemplarze :)
do YouPiter: Datowanie ? Tu była sprawa jasna. Pocztówka wydana w 1969 r. Dodaję margines bezpieczeństwa w dół. Gwarancja trafności ? Około 75-80%. Zdarzają się zdjęcie robione o wiele wcześniej, ale na FP korekta takich błędów następuje dosyć szybko. Kłopotów przysparzają wielopolówki - wykorzystywano tam zdjęcia zrobione często i 10 lat wstecz niż wskazuje data wydania. Ideałem jest jeśli w oznaczeniach pocztówki widać numer zlecenia do druku zawierający ostatnie dwie cyfry danego roku.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: korekta
do PEŻ: Kolejnym elementem jest sprawa pierwszego, drugiego lub późniejszego wydania. Jeśli widzę na przykład oznaczeniu III/78, a wydawcą jest KAW, pocztówka pochodzi z popularnej miejscowości turystycznej to zakładam, że pierwszy raz się ukazała w przedziale lat 1973-1974. I zazwyczaj takie datowanie przyjmuję.
do PEŻ: Nie, no O.K. - Staranność - pierwsza klasa i nie oceniona ochronność wszystkich fotek i stały monitoring nad nimi. Tzn. masz je wszystkie, te co występują na FP i je korygujesz ? Pytam z taką dociekliwością nie młodzieniaszczą przecież, bo widzę, że ciągle coś zmieniasz u innych w fotkach. Na jakiej podstawie? Pytam z zaciekawienia oczywiście a nie jako Borewicz czy Malalanowski z partnerzykami :)
do YouPiter: Trafiłeś. Studiuję kolejne egzemplarze, które wpadają mi w ręce. Podmieniam na lepsze kiedy istnieje taka potrzeba, a jeśli jestem przekonany o korekcie daty, to zmieniam, zazwyczaj zawężając.
do PEŻ: Tak pomyślałem sobie, że przy wstawianiu lub podmienianiu pocztówek będę dodawał oznaczenia widoczne na nich. No chyba, że będzie naklejony znaczek i czytelna pieczęć pocztowa.
do WW: W sumie masz rację - tak jak Wschodnia i Kilińskiego zawsze były odbierane przeze mnie i moich znajomych jako ulice gdzie po zmroku niemalże pożerają ludzi żywcem. Potem zacząłem pracować w okolicy, od kilku lat przechodzę tamtędy codziennie o późnych porach i póki co nikt mnie nie okradł ani nie pobił, kilka raz ktoś chciał szluga
do WW: Można im to wybaczyć, bo oficjalnie była jeszcze nieotwarta. Ale szczerze mówiąc nie spodziewam się, że będzie lepiej - szczególnie, że sąsiednia Inflancka wygląda tak
No ładnie... we Wrocławiu jest dosyć silna grupa rowerzystów, którzy forsują budowanie ścieżek rowerowych wszędzie tam gdzie da się to zrobić i w zasadzie po każdej przebudowie ulicy - jeśli tylko jest miejsce to to powstaje ścieżka. A jeśli nie ma miejsca to robione są śluzy rowerowe i wydzielane pasy na jezdni. Sporo jest do zrobienia ale coraz lepiej jeździ się po Wrocławiu rowerem.
do Neo[EZN]: Ale niedługo nie da się jeździć samochodem. Na chodnikach królują rowerzyści, na jezdniach rowerzyści, dla nich się robi nowe drogi a dla pojazdów silnikowych zamyka lub ogranicza. Sam lubię jeździć rowerem, ale to co się z powodu rowerów wyrabia z organizacją ruchu samochodowego to jakaś paranoja.
do pawulon: Ja jeżdżę samochodem 5-6 dni w tygodniu a rowerem 1-2 (kiedy leży śnieg jak teraz to w ogóle) i mi nie przeszkadzają te zmiany. Wkurzają mnie tylko rowerzyści, których wyprzedzam na światłach a jak staję na kolejnych to oni mnie znów wyprzedzają i tak w kółko - strasznie irytujące. Ja jak jadę rowerem jezdnią to staram się jak najmniej utrudniać jazdę samochodom czy autobusom.
do Neo[EZN]: Ty tak postępujesz, większość rowerzystów nie. Zrobią wszystko aby wcisnąć się przed jakikolwiek pojazd i pokazać kierowcy że oni tu żądzą. Niedawno jechałem za takim środkowym pasem Grabiszyńskiej. On jechał środkiem tego pasa i gdy ktoś próbował go wyprzedzić to zajeżdżał mu drogę, na dokładkę na światłach przy Zaporoskiej wydarł się na kierowcę, że jak mu tak dalej na d...e będzie jechał to już jego głowa w tym aby ten nie mógł go wyprzedzić, nawet jak by miał nadłożyć drogi. Mnie się udało go wyprzedzić lewym pasem, ale co powodowało tym cymbałem, że nie trzymał się prawej strony swojego pasa tak by samochody mogły go wyprzedzić? Niestety takich jest więcej :((
do Neo[EZN]: O tym nawet nie wspominam, a widzę to codziennie z okna. Dziś pod moimi oknami kobieta na rowerze chciała przejechać przez pasy na czerwonym i prawie jej się to udało. Niestety wystraszyła się nadjeżdżających samochodów i próbując zawrócić wycięła orła na środku jezdni, i tylko dzięki refleksowi kierowców nikt jej nie przejechał. Jak się już pozbierała i weszła na chodnik, to stojącym tam ludziom starała się wytłumaczyć że miała zielone, a tak w ogóle to jak już znalazła się na jezdni to była na prawie, bo przecież gdzieś do ruchu musiała się włączyć. Głupota totalna do kwadratu. Warto jeszcze wspomnieć o tych rowerzystach, którzy jeżdżą po ciemku bez oświetlenia, tłumacząc się tym że mają z tyłu odblask, a z przodu to oni widzą dobrze po czym jadą ;))
do pawulon: Odnośnie tych co po ciemku... to sporo mogę napisać na ten temat o mieszkańcach ulicy Traugutta i okolic. Dwa miesiące temu miałem mrożącą krew w żyłach sytuację - mało nie zabiłem kobiety... Jechałem ulicą Traugutta w kierunku Krakowskiej - lewym pasem, koło 50 km/h - szybciej ciężko bo na torach tramwajowych znosi. Godzina 22:30, łuk w prawo, po prawej ale nieco przede mną jechało auto - nagle zwolniło a Agatka krzyczy do mnie "uważaj!!!!" - dosłownie w ostatniej chwili dostrzegliśmy ubraną na czarno kobietę, zdążyłem tylko odbić w lewo i wyjechać na pas dla przeciwnego kierunku ruchu bo gdybym nie skręcił to by było po kobiecie, byłem dosłownie kilka metrów od niej... Podejrzewam, że musiała być mocno pijana bo trzeźwy człowiek jak nie przechodzi na pasach to uważa na jadące auta - tak czy inaczej miałbym pewnie uraz na psychice do końca życia.
Teraz jeżdżę tamtędy max. 40 km/h i dobrze bo nie dalej jak miesiąc temu nie rozjechałem pijaka. Ruszam spod świateł przy placu Zgody - lewy pas, po prawej auto. Auto po prawej tuż za skrzyżowaniem nagle staje - ja już mam odruch że jak coś jedzie obok mnie i hamuje to ja też - zahamowałem a tu zza tego auta po prawej wybiega pijak, macha ręką żeby się zatrzymać bo do tramwaju chciał zdążyć (a tramwaj stał na pasie w stronę centrum). Po takich "akcjach" mocno się pilnuję, żeby nikogo nie przejechać bo można jeździć zgodnie z przepisami i nieświadomie kogoś zabić...
do pawulon: No mnie się w ogóle nie podoba ten kretyński pomysł na jeżdżenie rowerami po chodnikach! To cymbalstwo najwyższej próby. NIGDY rowery nie jeździły po chodnikach, bo to było po prostu niebezpieczne (choć wtedy rowery jeździły wolno), a dziś - można! Przecież my się cofamy w rozwoju. Mamy budować ścieżki rowerowe i to ma być wartość dodana, a nie wpuszczać rowery na chodniki! Niemal 5 razy nie zostałem potrącony lub solidnie poturbowany przez szalone rowery wyjeżdżające "z Nienacka" zza zakrętu chodnika. Jadą cicho, bo cicho, i nie słychać ich za cholerę, a powinno się im dodać obowiązek "włączania" takiego plastikowego "lizaka" na szprychy (taki mechanizm jak kiedyś dynamo do koła), żeby taki chodnikowy pirat chociaż brzęczał tymi szprychami i ostrzegał że jedzie. Raz idę chodnikiem, pokazałem koledze ręką po lewej budynek, do którego szliśmy, i byłby mi tę rękę skasował idiota na rowerze, który patrzył w drugą stronę, a minął mnie na centymetry jadąc jak szalony. Nigdy się nie pogodzę z tak idiotycznym rozwiązaniem jak rowery po chodnikach.
Dodatkowo rowerom nie wolno przejeżdżać przez przejście dla pieszych, a robią to nagminnie, co stwarza duże zagrożenie - chyba, że się już przepisy zmieniły?
do Stenek: W takiej Japonii dróg rowerowych jest RELATYWNIE niewiele i generalnie jeździ się po chodnikach. Bo czym się nagle różni chodnik od ciągu pieszo-rowerowego - postawionymi kilkoma znakami. Ale skoro w Polsce rowerem można jeździć bez znajomości przepisów, na dowód, to takie mamy efekty. Do tego jeszcze społeczeństwo jest takie, że każdy widzi tylko swój czubek nosa - nie tylko w dziedzinie transportu. Ja generalnie nagminnie korzystam z chodników bo nie jestem samobójcą i nie będę jeździł po ulicy, gdzie mało kto schodzi poniżej 80 km/h mimo, że jest 50. I jeszcze w życiu nikogo nie potrąciłem. Mogą mi pisać mandaty - swoje życie i zdrowie jest więcej warte niż 100zł.
do Bałuciorz: Muszę przyznać, że masz 100% racji! Najbardziej głupie jest to, że rowerzysta nie musi mieć żadnego dokumentu uprawniającego do jazdy, poprzedzonego odpowiednim szkoleniem czy kursem, to niewybaczalne zaniedbanie, więcej, to świadome narażanie nas obywateli na uszczerbek na zdrowiu, zafundowany nam przez ustawodawcę.