Główna i jedna z najstarszych ulic Przedmieścia Oławskiego prowadząca w kierunku Oławy i Małopolski. Odcinek zachodni, od murów miejskich do ul. Pułaskiego, funkcjonował jako główna droga osady tkaczy walońskich. Przy nim znajdowały się wzmiankowane od połowy XIII w. kościoły św. Maurycego oraz św. Łazarza wraz z szpitalem dla trędowatych. Odcinek wschodni od ul. Pułaskiego do ul. Krakowskiej został zabudowany do końca XVIII w. m.in. klasztorem Bonifratrów (1714-1734), Biały Folwark z pałacem biskupim (1735 r.) w rejonie pl. Zgody czy młyn przy Żabiej Ścieżce. Początkowo ulica nie miała jednej nazwy na całej swej długości i tak odcinek zachodni nazywano Wallgasse, zaś odcinek wschodni Weingasse. Dopiero po włączeniu Przedmieścia Oławskiego od Wrocławia (1808 r.) połączono obie drogi nadając im jedną nazwę Klosterstr. (ul. Klasztorna) wywodzącą się od klasztoru Bonifratrów. Wtedy też rozpoczęło się przeobrażanie zabudowy. Zaczęły powstawać kamienice czynszowe (najstarsza nr 73 wg proj. z 1866 r.) oraz liczne zakłady przemysłowe głównie wzdłuż brzegów Oławy. Były to przede wszystkim drukarnie perkalu nr pod nr 66, od 1834 r. odlewnia żelaza i fabryka maszyn; pod nr 72-74 założona w 1809 r. przędzalnia bawełny Augusta Carla Mildego (jego grób znajduje się w kościele św. Maurycego), późniejszy zakład oczyszczania miasta czy wytwórnia wódek Carla Schirdewana pod nr 102-104. Na większości podwórek, w oficynach znajdowały się małe zakłady m.in. fabryka majonezu pod nr 45, fabryka konserw Manna pod nr 43 czy zakład transportowy pod nr 97. W 1852 r. w miejscu gospody Pod Austriackim Cesarzem wzniesiono ewangelicki szpital "Bethanien". Kompleks składający się z 10 budynków wraz z gmachem głównym wzniesionym w latach 1913-16 wg proj. Theodora Grunerta i firmy budowlanej Simon&Halfpaap.
W czasie wojny zniszczona została większość zabudowy od Podwala do ul. Pułaskiego. Część budynków w rejonie pl. Wróblewskiego rozebrano kilka lat po wojnie. W latach 90. uzupełniono plombami luki w zabudowie między ul. Prądzyńskiego i ul. Krakowską. Po powodzi 1997 r. wyburzono kilka kamienic w końcowym biegu ulicy lecz także przeprowadzono gruntowny remont drogi (lata 1998-1999). Do 5 listopada 1945 r. ulica nosiła nazwę Klasztornej, wtedy zmieniono ją na ul. gen. Romualda Traugutta (1826-1864), dyktatora w powstaniu styczniowym.
Epizod z artykułu. Po prawej Krasińskiego. Tu właśnie jeden nie wytrzymał. Plac w 1982 wyglądał nieco inaczej, nie było tego obramowania z kostki granitowej.
,,Jeden z kierowców nie wytrzymał nerwowo, wyrwał się z korka, wjechał na chodnik, skosił kilka słupków i rozorał grząski trawnik”.
do Neo[EZN]: Oczywiście, odkopali. W czasie prac ziemnych natrafiono na mury piwniczne kamienic, które zostały zburzone w 1945 r. We wrześniu 2010 r. robotnicy pytali się mnie, czy tu stały kamienice. Odpowiedziałem im, że stały. Oni nie widzieli mapy zasadniczej terenu :)
W tym ogrodzie w czwartek 22 marca 1945: ”W ogrodzie widać połamane drzewa. Dostrzegam w południowo-wschodniej części ogrodu w odległości około 20 m od kościoła głęboki lej, około 2 m głębokości i od 3,5 do 4 m średnicy. Gdyby ten ciężki pocisk wdarł się przez dach i sklepienie do kościoła…”, s. 191.
26 marca 1945: „O godz. 9.30. mam na cmentarzu przy kościele szczególnie bolesną misję. Najpierw muszę poświęcić 10 ofiar nalotu z ubiegłego piątku w zbiorowej mogile, następnie 10 żołnierzy, których właśnie przyniesiono, a którzy polegli w dniu wczorajszym na południowym wschodzie twierdzy w ciężkich walkach.
Byli to: Ernest König, Otto Englowski, Bernhard Flegel, Arno Kost, Ernst Kräupel, Hugo Mehrer, Karl Panzner, Marcus Richter, Fritz Simon, Alfred Thiedemann”, s. 213.
I w Wielką Niedzielę: ”(…) druga [bomba zburzyła – przyp. mój] oddalony o 8 m od naszej piwnicy masowy grób, w którym pogrzebałem w ubiegłym tygodniu 10 osób zabitych przez bombę. (…) Olbrzymi lej znaczył to miejsce, a z sąsiednich grobów wydarto ciała, które leżały w dole zupełnie obnażone”, s. 263.
Paul Peikert ”Kronika dni oblężenia”. Wydawnictwo Ossolineum 2009.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: uzupełnienie
do ZPKSoft: Ale Zosiu, tam niestety nie było odwagi :) Wstyd mi było przed kościelnym wymięknąć i zrobiłem swoje, ale byłem jedną nogą na tamtym świecie. Obiecałem sobie, że jak przeżyję, to strzelę sobie ruskiego kielicha.
Na parterze po prawej za moich czasów był bar, do którego nieraz zabierała mnie mama np. po pobieraniu krwi w laboratorium. Do dziś pamiętam wysokie ciężkie kubki z których piło się kawę zbożową :-)
do ZPKSoft: Przychodnię lubią ludzie spoza Wrocławia. Nie wiem dlaczego, ale tak się dzieje od lat. Pod koniec lat 60. XX w. jako chłopiec byłem częstym gościem. Coś mi tam naświetlali, albo ogrzewali lampami.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: przecinek
do ZPKSoft: Tak było. Tam się kręciło sporo kobitek, które nastawiały lampy i gdzieś sobie znikały, a jak ktoś był nieśmiały i nie zawołał, to takie lampy potrafiły nieźle poparzyć.