Czy to aby dobrze przypisane do Teofilowa? Aleksandrowska 14 to chyba dzisiejsza Limanowskiego, na co zresztą wskazywałaby wielkość budynku. Swoją drogą nie wiedziałem, że były tu takie zniszczenia.
do sawickimarcin: No własnie nie bardzo. Podany adres może być błędny, albo nieścisły.
W spisie budynków zniszczonych podczas ówczesnych działań wojennych jest np. adres Aleksandrowska 14 i 16, Obie posesje są wąskie (po ok. 20 m). Z porównania z tymi stojącymi dalej na działkach tej samej szerokości wynika, że tamte mają po 8 okien. Ta kamienica musiałaby mieć też 8, ale widać, ze miała ich więcej, ale raczej nie dwa razy więcej, by przyjąć że stała na froncie obu tych posesji. Chyba że nize zajmowała całego frontu, co byłoby trochę dziwne. Stąd biorą się wątpliwości.
Absuralny układ tych budynków. W momencie budowy kina kamienica była z pewnością przeznaczona do wyburzenia, ale dla oszczędności przełożono to na później... Teraz niewykluczone, że to jednak kamienica przetrwa kino :)
do WW: Nie było ani pewności ani oszczędności. Kamienica nie miała kibli w mieszkaniach tylko na parterze. Smród i brud. A dla ścisłości numer 200 ma ta kamienica a nie kino. Z okna kamienicy było widać kino, zrobione na bogato. Ogromne okna w oprawie z aluminium. Marmurowy chodnik przed kinem. Czysto i ładnie. W środku marmury, drewniane lamele na ścianach. Modne dziś fotele i stoliki z lat 70. Do szatni w dół a do sali kinowej wchodziło się schodami przez boczne rękawy. Ogromna sala kinowa w całości w drewnianych lamelach.
do Jarosław Dubowski: Spokojnie. Kino ma ten sam adres, co kamienica. Tu nie ma żadnej sprzeczności. I nie jest to jakiś wyjątek, bo weźmy pozostając tylko przy kinach choćby takie kina, jak
do blaggio.: Geoportal zdaję się sugerować że adres Kina to Wincentego Pola 27/29, z tym że punkt adresowy zaznaczony jest nie na budynku tylko nieco na południe od niego.
do Jarosław Dubowski: Tak, ale kino nigdy nie miało takiego adresu. Może teraz ktoś wymyślił. żeby cały teren wokół kina inaczej przyporządkować w związku może z jakimiś planami co do nowego sposobu zagospodarowania tego miejsca. Adres przy Pola to adres dawnych posesji, na części których stoi kino, które stoi również na części posesji Limanowskiego 200, jak i 198 i 202 sąsiadujących z tamtymi.
W latach 80. konkurencję dla kin zaczęła stanowić technika video. Pojawiły się magnetowidy taśmowe i duża ilość filmów na kasetach. Kasety były łatwe do kopiowania. Oczywiście jakość nagrania przy n-tej kopii była gorsza niż podła ale liczyła się treść filmu, a nowiny z Zachodu pojawiały się w obrocie błyskawicznie, nie mówiąc już o filmach 18+. I w tamtym okresie byłem w kinie Iwanowo pierwszy i jedyny raz, właśnie na takiej projekcji video. Jaki to był film nie pamiętam (na pewno nie pornol, bo cenzura obyczajowa w PRL-u nie pozwoliła by na publiczny pokaz czegoś takiego w państwowym kinie). Na parterze, w widocznym tutaj, na zdjęciu, fragmencie korytarza ustawiony był telewizor (pewno Rubin) okna były zasłonięte storami i przygotowane około 20. krzeseł. Film musiał być atrakcyjny, bo wszystkie miejsca były zajęte. Wkrótce i Rubina i magnetowid Hitachi miałem w domu i nie uskuteczniałem już wycieczek z dalekiej Rudy...
do blaggio.: Z tego też okresu pochodzi ta błękitna elewacja obiektu. Miałem się wybrać na tą fabrykę ale mnie uprzedziłeś ... Ale pewno kiedyś wpadnę i trochę nadobijam zdjęć i podobiektów , tak jak zrobiłem na Zakładach Azbestowych ...
Widać pionową rysę pęknięcia w elewacji między kapliczką a oknem - ślad po zaślepieniu - zamurowaniu dużej wnęki z krzyżem ...Boniowanie też jest wykonane niefachowo i widać nierówności ... Ciekawe czy ten duży krzyż został w tej wnęce zamurowany, czy zabrany w inne miejsce - do jakiegoś kościoła ... ? Ciekawy temat na reportaż.
Pewnego razu, a było to w moich latach szkolnych, byliśmy w kilku z kolegami na tej galerii i nie chciało się nam iść do klatki schodowej, więc dla zgrywów po przekroczeniu bariery zjechaliśmy sobie po tych słupach na ziemię. Takie głupie pomysły przychodziły nam do głowy. ;-)
do blaggio.: U mnie w bloku byli tacy "Tarzani" którzy potrafili wejść na każde drzewo i nawet na ten budynek - uwaga - po jednym z dwóch metalowych słupów widocznych po prawej stronie -
Nie dość, że sam słup był dosyć śliski to jeszcze przejście z niego na dach a potem zejście było już bardzo niebezpieczne. Ja nie miałem nigdy ani tyle odwagi ani sprawności żeby to zrobić choć zazdrościłem tym, którym udało się zobaczyć dach tej nieistniejącej już budowli :)